Swietłana Izambajewa - rosyjska Miss HIV

04 Grudnia 2008

Ze Swietłaną Izambajewą z Kazania, 27-letnią miss Rosji zakażonych wirusem HIV, rozmawia Jacek Hugo-Bader.

Swietłana Izambajewa - rosyjska Miss HIV

Od Redakcji: Poniżej ogromnie ciekawy wywiad z nosicielką wirusa HIV, która została w Rosji wybrana Miss HIV. Przeprowadził go Jacek Hugo- Bader dla „Wysokich Obcasów”. Serdecznie zachęcamy was do przeczytania.

Witaj, Swieta. Nie mam kataru, chrypy, kaszlu, zapalenia ucha i nawet zęby mam zdrowe.

Bogu dzięki, bo my musimy unikać wszelkich infekcji jak ognia. Ty katar leczysz parę dni, a my - dwa, trzy tygodnie. Bardzo się pilnujemy, żeby nie marznąć.

Dlatego taki ukrop w mieszkaniu?

Nie. Przegrzanie też nam nie służy, ale nie możemy przykręcić ogrzewania. Mieli w naszym bloku zakładać termoregulatory na kaloryfery, ale mówią, że nie mogą dostać. Chcieliśmy z mężem założyć sami, ale powiedzieli, że swoich nie wolno.

To pójdę do łazienki i kalesony zdejmę, bo ja się przegrzeję. Na dworze straszny mróz.

A w mieszkaniu 30 stopni. Od roku marzymy, żeby to wreszcie zrobili.

To ma być marzenie miss Rosji?!

Nie największe. Naprawdę chciałabym chociaż jeden raz w życiu nakarmić moją córcię piersią. Ale już dawno nie mam pokarmu. Zasuszyłam piersi. Lekami, ale na początku musiałam ściągać... I wylewać do zlewu. Mąż to robił, bo nie mogłam. Serce mi się krajało, a widziałam, jak Ewa szuka piersi, łapie rączkami, próbuje chwytać buzią, a ja muszę robić uniki, opędzać się przed własnym dzieckiem, żeby nawet kropelki nie złapało. W mleku jest bardzo dużo wirusa HIV. Od urodzenia karmię ją butelką, ale trzymam tak, jakby jadła z piersi. Czasem się rozbieram, żeby mogła dotykać mnie rączkami. Dla mnie to bardzo ważne, potrzebne i strasznie przyjemne. Rozkosz po prostu. Wiesz?

Nie wiem, ale cholernie ci zazdroszczę. A śpicie razem?

Ma swoje łóżeczko, ale rano bierzemy ją między siebie.

A jak na spacerze smoczek upadnie na trotuar, wystarczy oblizać i z powrotem do buzi.

Lepiej nie.

To jedną łyżką też lepiej nie jeść. I jednego loda. Ale skórę od kurczaka ojciec będzie mógł córce pożreć?

Na wszelki wypadek nie jej widelcem, bo Ilia też jest nosicielem. Ale kąpiemy się razem. Bardzo często badamy Ewie krew i na razie wszystko jest w porządku. Teraz ma siedem miesięcy. Za kolejnych siedem na sto procent będzie wiadomo, czy nie odziedziczyła po mnie wirusa. Jak kobieta w czasie ciąży zgodnie z zaleceniami przyjmuje odpowiednie preparaty, ryzyko zakażenia dziecka wynosi około dwóch procent. Bez tych zabiegów rośnie do 25 procent, a jakby w chwili poczęcia albo ciąży doszły narkotyki, alkohol, nikotyna i w ogóle balangowy sposób życia, ryzyko wzrasta do 50 procent.

Bardzo jesteś mocna w tych liczbach.

Bo to moja praca. Mam dyplom z ekonomii, ale zatrudnili mnie jako pracownika socjalnego w naszej kazańskiej przychodni dla nosicieli HIV. Prowadzę grupę wsparcia dla kobiet. W Tatarstanie mamy zarejestrowanych ponad 8 tys. nosicieli, trzy czwarte to kobiety, a na spotkania przychodzi 20, ale na jeden raz nigdy nie zbierze się więcej jak sześć - siedem dziewczyn. Żadna w swoim środowisku nie przyznała się do HIV. Żyją w samotności, uciekły w siebie, w rodzinę, a te, co przychodzą na spotkania, siedzą skulone z rękoma splecionymi na kolanach. Seks, gwałt, AIDS to tematy tabu, nasze kobiety nie potrafią o tym rozmawiać, są zamknięte, wycofane, pełne lęku. Dlatego mamy oddzielne grupy dla kobiet i mężczyzn. Żeby je przyciągnąć, zatrudniłam zawodową choreografkę. Uczy nas tańczyć i pomaga otwierać duszę. Cholernie dużo mam z tym roboty, a jeszcze ciągle gdzieś wyjeżdżam i uczę innych zakładać takie grupy, także dla mężczyzn. Mam też stały program "Pogotowie ratunkowe HIV" w telewizji TNT.

To zapewne od 2005 roku, kiedy wybrali cię na miss nosicieli i zostałaś twarzą rosyjskiej kampanii na rzecz walki z AIDS.

Zgadza się. A w wolnych chwilach strzygę ludzi po domach.

Po co?

Żeby ładnie wyglądali. I bardzo to lubię. U kogoś zbiera się grupa osób, przyjeżdżam ze swoją walizeczką i strzygę. Często jest to cała rodzina, znajomi znajomych. Mam dużą radość z tego, jak widzę, że podoba im się moja praca. To bardzo podstawowe, nieskomplikowane uczucie. Natychmiastowa gratyfikacja za wysiłek. Dużo przy tym rozmawiamy. Myślę, że nie tylko ich strzygę, ale także pomagam psychicznie w trudnych czasach. Całe życie to robię. Najpierw w rodzinnej wiosce, a jak wyjechałam na studia, żyłam z tego gadania przy strzyżeniu. Kiedyś otworzę salon fryzjerski, ustawię go jak trzeba, żeby na mnie zarabiał, a sama zajmę się organizacją pogotowia ratunkowego dla kobiet i dzieci, które będzie przywracało siły życiowe ludziom po życiowych katastrofach. Gwałty, przemoc, wykorzystywanie emocjonalne i to, co sama przeżyłam. Będę trenerem. Teorię już mam, a praktykę właśnie zdobywam. Nieszczęście, które mnie spotkało, bardzo mnie zahartowało. Jestem bardzo silna.

A te podróże...

Potworność. Mam dużo spotkań z kobietami w zonach...

Znaczy w łagrach, karnych koloniach. U nas ludzie nie wiedzą, że w Rosji więźniowie nie siedzą w celach więziennych, ale w odrutowanych obozach z wielkimi barakami.

Kobiety też. 30 procent nosicieli w naszym kraju to byli albo obecni więźniowie. W łagrach ćpają prawie wszyscy. Narkotyki są tam kilka razy tańsze niż na wolności. Jedna działka kosztuje mniej niż szklanka wódki, paczka najtańszych papierosów. Jedyna radość, jedyne szczęście, to biorą, chociaż wszyscy już wiedzą, że mogą złapać wirusa, i łapią. Wielki barak na parę setek zeków, ale mają jedną strzykawkę. Widziałam takie rzeczy na własne oczy.

Jak strażnicy mogą pozwalać na coś takiego?!

Co ty?! To oni się tym zajmują! Wszędzie. Oni handlują. Administracja i naczelnicy doskonale o tym wiedzą. Potężnie zarabiają na tym biznesie. Najgorzej jest na Syberii, gdzie co trzeci więzień jest nosicielem. A jak wychodzi na wolność, pracownik służby medycznej na do widzenia oznajmia mu, że ma gruźlicę, anemię i HIV. I ten biedny, ciemny człowiek z sybirskiej prowincji ma się sam leczyć? Niby jak?! Miodem i ziołami?

W Rosji zarejestrowanych jest 450 tys. nosicieli, ale władze szacują, że musi ich być co najmniej drugie tyle. Z mężem rozmawialiśmy w Moskwie z ekspertem federalnego centrum do walki z AIDS. Przyznał, że władze ukrywają prawdziwy poziom epidemii.

Dlaczego?

Bo gdyby opublikowali prawdziwe dane, wybuchłaby panika. Z obliczeń organizacji pozarządowych wynika, że już w 2005 roku były 4 mln zakażonych. Większość nosicieli nie ma zielonego pojęcia, że żyje z wirusem.

A Ty jak się dowiedziałaś?

Jako wyczynowy sportowiec przechodziłam rutynowe badania. Trenowałam taniec towarzyski i lekką atletykę. Biegałam na pięć i dziesięć kilometrów.

To powiedzmy przy okazji, że masz sylwetkę długodystansowca, a nie jakiejś misski, modelki.

167 centymetrów wzrostu i 45 kilogramów. No i po tych badaniach przychodzę po wyniki, a lekarz wali prosto z mostu, że mam AIDS i że zostało mi góra osiem - dziesięć lat życia.

To bzdura kompletna.

Jasne. Był niedouczony, ale w 2003 roku miałam 22 lata i nic nie wiedziałam o tej chorobie. Wróciłam do domu, runęłam do łóżka i nie wstałam pół roku. Leżałam, ryczałam i wlewałam w siebie kolejne butelki walerianki. Ciemno, brudno, straszno, rozpaczliwie. Chciałam umrzeć. Często wpadała moja siostra, Nadieżda.

Nadzieja... Dobre imię na taką okazję.

Dobre. Siedziała przy mnie i razem ze mną cierpiała. To bardzo ważne, ale bardziej nie umiała mi pomóc, a u nas na prowincji nawet nie miałam z kim o tym pogadać. Najbardziej rozpaczałam z tego powodu, że nigdy nie będę matką. Wreszcie się zebrałam, pojechałam do Moskwy i zobaczyłam, że ludzie tacy jak ja normalnie żyją. Pracują, kochają się, mają dzieci. Teraz już wiem, że wszyscy bardzo podobnie przeżywają to, że są zakażeni. U nas w Rosji wygląda to tak, że każdy przechodzi kilka życiowych etapów, tak jak trzeba przejść 12 życiowych kroków w leczeniu alkoholizmu. Najpierw jest rozpacz, załamanie i kapitulacja. To etap ofiary.

U ciebie trwał pół roku...

Leżenia w łóżku. Pytamy siebie: dlaczego ja i za jakie grzechy? Następnie jest etap pierwszych kroków. Wstajesz z łóżka i szukasz informacji. Ja nawet pojechałam do Moskwy. Potem następuje ostatni dla większości nosicieli etap akceptacji. Niektórzy jednak osiągają czwarty etap - zwiększenia możliwości, kiedy człowiek dostrzega, że dzięki wirusowi wiele zyskał. Tak jak ja. Wzmocniłam się i poznałam samą siebie, zdobyłam moc i twardość. Dlatego jestem takim dobrym trenerem i ludzie mi wierzą, kiedy im mówię, jak walczyć ze stygmatem, wytykaniem palcami, odtrąceniem i dyskryminacją. Bo jak lekarz nie chce dać nosicielowi lekarstwa, bo mówi, że narkomanom się nie należy, to już mamy do czynienia z dyskryminacją.

W wielu rosyjskich firmach wyrzucają zakażonych ludzi z pracy. Moim zdaniem to też jest dyskryminacja.

Oczywiście. W wielu prywatnych bankach i firmach ubezpieczeniowych co pół roku wszyscy pracownicy muszą oddać krew do badania na HIV, a ujawnionych nosicieli od ręki wywalają z roboty. To na dodatek jest niezgodne z prawem. Niesamowity przy tym jest sposób myślenia drani, którzy to robią. Rozmawiałam z jednym takim prezesem. Oczywiście jest przeciwnikiem dyskryminacji, ale wie, że w naszym kraju nosiciele są dyskryminowani, więc trzeba się ich pozbyć z firmy, żeby się nie mówiło, że w jego banku pracują "hifiarze".

Czysta schizofrenia.

Bardzo silnego stygmatyzowania doświadczałam w mojej rodzinnej wiosce, kiedy się zjawiałam u rodziców. Staram się jednak zrozumieć, że to zwykli, prości, ciemni nawet ludzie i do tego się boją. Muszę im wszystko wyjaśniać. Mądrze i z siłą. Że Swieta nie zakaża. Że to ta sama Swieta, co pięć lat temu. Tak samo strzyże, pomaga, śmieje się jak dawniej.

Ty jesteś wsiowa dziewucha.

No, kołchozowa. Ojciec traktorzysta z wioski Szmyrsza w Republice Czuwaskiej. Wszyscy mnie tam znają, bo chodziłam po domach, na posterunek milicji, do szpitalika, administracji i strzygłam ludzi.

Nie jesteś Rosjanką?

Czystą Czuwaszką. To naród, który żyje na zachód od kazańskich Tatarów. Mam dokładnie tyle lat, ile epidemia AIDS na świecie. Urodziłam się w 1981 roku, w którym w Kalifornii zauważono pierwsze przypadki dziwnej choroby. Umarło kilku homoseksualistów. Dlatego chorobę nazwano "rakiem gejów".

A potem - zespołem nabytego niedoboru odporności, czyli AIDS. Po urodzeniu nikt nie dawał mi nawet cienia szansy na przeżycie. Przyszłam na świat trzy i pół miesiąca przed terminem. Mama upadła. Była pijana.

Skąd wiesz?

A niby z jakiego powodu ludzie w Rosji przewracają się na ulicy?

Racja.

Straszny u nas alkoholizm. Wyrosłam w świecie alkoholików. I w takiej rodzinie. Tatuś pił strasznie. Potem awantury, brał się do bicia mamy, ja stawałam między nimi... Byłam najstarsza z piątki dzieci. Nie mogłam sobie poradzić z tym, że wszyscy moi koledzy, chłopcy, z którymi się spotykam, będą tacy sami. To wszystko przyszli alkoholicy albo narkomani, bo oni też takie mieli dzieciństwo. Chodziłam z tym nawet do psychologów i zaraz po szkole wyniosłam się stamtąd. Rozpoczynam studia, pierwsza wielka miłość, a potem się okazuje, że chłopak to... Zgaduj!

Pijak.

Gorzej. Narkoman. Dopiero później, dzięki HIV, zaczęłam jeździć w świat, do Moskwy, spotykać światłych ludzi, terapeutów, byłych narkomanów, alkoholików, którzy mi tłumaczyli, co to jest uzależnienie i współuzależnienie. Zrozumiałam, że jestem współuzależnioną alkoholiczką, na dodatek z wirusem HIV. Zrozumiałam, że wszystkie moje związki to było chorobliwe, gorączkowe szukanie miłości, której nie mogła mi dać pijacka rodzina. Bo tam nie ma miłości, matki nigdy nie przytulają dzieci, nie całują, nie rozmawiają, tylko wrzeszczą i rozkazują. Zrozumiałam, że u mężczyzn szukałam tego, czego nie dostałam w dzieciństwie od ojca i matki. Wreszcie do mnie dotarło, że nie powinnam z nikim się wiązać, póki nie wyzdrowieję, nie stanę się samodzielną osobą, wolną od tych poszukiwań, od poczucia braku, deficytu.

Wtedy być może spotkasz...

Dobrego człowieka. U mnie jeden dziadek pił i drugi, rodzice... Taka pijacka tradycja. Jak to u nas w kołchozach. I w Rosji. Straszna pijacka epidemia, zaraza, dżuma. A za tym idzie przestępczość, więzienia. Jeżdżę po tych łagrach do dziewczyn i widzę, że one wszystkie takie jak ja. Z takich rodzin, no to szukały miłości na ulicy, wpadały w narkotyki, łapały wirusa, a jak są narkotyki, to wcześniej czy później będzie więzienie. No i potem nie dają miłości swoim dzieciom, bo nigdy jej nie zaznały. I wszystko zaczyna się od nowa.

Rodzice wiedzą, że masz wirusa HIV?

Tato nie wiedział. Umarł w 2003 roku. Najstraszniejszym w moim życiu. Zaraz po tym usłyszałam, że jestem nosicielką. Potem urodził się mój najmłodszy braciszek. Ma porażenie dziecięce. Nie chodzi, a Mama z tego wszystkiego jeszcze bardziej pije. Jest z nią jeszcze drugi braciszek, ośmioletni. Przeniosłam ich do miasta, bo łudziłam się, że tutaj Mama przestanie pić. To nie pije, jak do nich jadę, a jak wyjeżdżam, znowu zaczyna. Chłopcy strasznie z nią cierpią.

Jak się żyje z "adidasem"?

Na prochach do końca życia.

Ja znam takich, którzy nie biorą.

Bo muszą na przykład podleczyć wątrobę, którą te lekarstwa masakrują. Wielu zakażonych ma z nią ogromne problemy, bo pili albo ćpali, albo mieli żółtaczkę typu B, tak zwaną wszczepienną, która przenosi się tak samo jak HIV, przez krew albo drogą płciową. Żółtaczka potwornie rujnuje wątrobę. Trzy czwarte rosyjskich nosicieli było albo jest narkomanami i właśnie przez to epidemia AIDS i żółtaczki tak bardzo szybko i swobodnie się u nas rozprzestrzenia. Przez wspólne używanie igieł i strzykawek. Z badań wynika, że 83 proc. narkomanów robiło tak na co dzień. Oczywiście tysiące z nich żyje po kilka, kilkanaście lat, nie wiedząc, że są nosicielami, ale bez lekarstw choróbsko na sto procent ich dopadnie, tym bardziej że wszystko, co osłabia odporność, przybliża tę chwilę.

W każdej chwili można zachorować?

Jeśli pijesz, ćpasz, palisz tę niby-niewinną marihuanę, a nawet papierosy. Mój Ilia pali, ale mu wydzielam jedną paczkę na trzy dni. Trzeba się dobrze odżywiać, wysypiać, nie zmieniać gwałtownie klimatu, unikać zakichanych i zasmarkanych osób i stresu. To najważniejsze. Nigdy się nie opalam i musiałam zrezygnować ze sportu. Można po amatorsku, delikatnie, ale na pewno nie maratony. Ja przeszłam na jogę. No i do końca życia nie rozstanę się z tą cholerną tabletnicą.

Jasny gwint! Ja myślałem, że to zabawka Ewki albo dysk dla miotacza.

Otwiera się, a w środku 31 przegródek na każdy dzień w miesiącu. Każda dzieli się jeszcze na dwie części. Na rano i na wieczór. Ja połykam trzy tabletki rano i jedną wieczorem, ale nie wszyscy dostają tak samo.

Jak długo można żyć z wirusem?

Podobno do naturalnej śmierci. Znam Kolę Pinczenkę z Petersburga, który chodzi z nim już 27 lat. Całe moje życie. W 1981 roku zakaził się zainfekowaną strzykawką. Był narkomanem, ale rzucił to, nie pije i nie pali. Ma 60 lat.

Jak wyglądały wybory na najpiękniejszą nosicielkę wirusa niedoboru odporności, czyli Miss HIV?

Konkurs wspólnie ogłosiły pismo "Szagi" i portal internetowy dla nosicieli. Kilkadziesiąt dziewczyn anonimowo przysłało swoje zdjęcia, a publika wybierała. Tysiące ludzi oddało głosy przez internet. Wybrali trzy, ale na końcu okazało się, że tylko ja gotowa jestem odkryć się zupełnie z imienia i nazwiska. Tytuł "Miss Positive" wręczali mi w Moskwie 1 grudnia 2005 roku w Światowym Dniu Walki z AIDS. Myślałam, że to będzie cicha, kameralna uroczystość w środowisku nosicieli, a zrobili pompę jak na rozdaniu Oscarów. Światła, kamery, teatr pełen ludzi, a potem konferencja prasowa. Byłam przerażona. Od rana do wieczora pokazywali mnie w wiadomościach wszystkich stacji telewizyjnych. W przerwie uroczystości z widowni podszedł mężczyzna i powiedział: "Taka maleńka, a taka odważna". To był Ilia, mój obecny mąż.

Później nie organizowano już wyborów, jesteś więc jedyną Miss HIV.

Tak. 12 dni później bronię u siebie pracy dyplomowej z ekonomii i widzę, że wszyscy mnie znają i traktują jak gwiazdę. To było miłe, ale znowu musiałam jechać do Moskwy. Ilia wtedy tam pracował, dobrze zna miasto, to pomagał mi we wszystkim. Pomyślałam, że nie byłoby źle mieć kogoś takiego na stałe do pomocy. Na życie nawet, bo już nie miałam siły być silna. Miałam dość samotności. Pokochałam go w jeden dzień. On też był sam, bo dziewczyna, z którą żył kilka lat, rzuciła go, właśnie kiedy się dowiedziała, że jest nosicielem. Bardzo cierpiał.

Bo go rzuciła czy dlatego, że się zakaził?

Pewnie jedno i drugie.

A on ją zakaził?

Nie.

Przez dwa lata?! To jakiś cud. Ryzyko zakażenia w czasie stosunku z seropozytywnym partnerem dla kobiety jest dużo większe niż dla mężczyzny. Gdzieś to miałem zapisane... O, jest! Dla kobiety wynosi 1 do 600, dla faceta 1 do 2000. No, prawdziwy cud. Że jej się udało.

Możliwe, ale moje Serce było takie wyposzczone, tak mi się chciało kogoś kochać... Oświadczył się i podszedł mnie podstępem. Stacja telewizyjna TNT robiła o mnie film dokumentalny, więc Ilia podpowiedział im, żeby wydali mnie za mąż. Strasznie im się spodobał pomysł z małżeństwem dwójki młodych, wykształconych nosicieli wirusa HIV, ale tym z telewizji zawsze się spieszy i tak z jednego roku narzeczeństwa zrobiły się trzy miesiące. Najpierw u nas w Kazaniu był ślub cywilny przed kamerami telewizyjnymi, następnego dnia przyjęcie w Moskwie dla przyjaciół nosicieli, a na końcu w mojej rodzinnej wiosce ślub w cerkwi. Ilia jako Tatar był muzułmaninem, ale go ochrzciłam.

A on jak złapał wirusa?

drogą płciową. Lekarze powiedzieli, że musiał się zakazić w ciągu ostatnich dwóch lat. Mąż zrobił spis partnerek z tego okresu, a wtedy mu powiedzieli, że to jednak było w ciągu ostatnich czterech lat. No to starał się sobie przypomnieć partnerki z czterech lat, ale lekarze zmienili zdanie i powiedzieli, że jednak sześć lat, a jeden nawet, że osiem. Udało się zrobić spis z trzech lat.

Dużo?

Dużo. Sto.

Z trzech lat?!

A co cię tak strasznie śmieszy?

Nie jesteś choćby odrobineczkę zazdrosna, nie mówiąc o tym, że mógł wszystkie te dziewczyny zakazić. Sto młodych kobiet! Szukał ich, dzwonił potem?

Prawie do wszystkich, ale nie było pewne, od której mógł złapać.

Mniejsza z tym, od której złapał. Ważne, czy on ich nie pozakażał. Powinny się zbadać, żeby dalej nie roznosić zarazy.

Żadna nie oddzwoniła. Ale nie mógł tak strasznie zakażać, bo na początku koncentracja wirusa we krwi jest tak mała, że niebezpieczeństwo zakażenia jest niewielkie. Mieliśmy jednak obawy, bo mógł zostać oskarżony przed sądem o zakażanie. Rozmawialiśmy z prawnikami. U nas w Rosji są w tej sprawie dwa przepisy prawne, które się wykluczają. Winny czy nie, proces mógł mieć, a to żadna przyjemność. Poza tym z kobietami, z którymi miał kontakt okazjonalny, zawsze używał prezerwatyw. Bez było tylko ze stałymi partnerkami. A to tylko jakieś 15 sztuk.

Jakimi stałymi?! W trzy lata! Co to za stałość? Wypada po dwa i pół miesiąca na jedną. I jeszcze je zdradzał, bo miał w tym czasie około 80 skoków w bok z dupeczkami! A ty jeszcze pękasz ze śmiechu.

Bo to nie Iran. U nas to normalne. ludzie mają tylu partnerów.

I dlatego Rosję nazywają "drugą Afryką".

Dlatego u was w każdej setce ludzi jest trzech nosicieli. A Ty, Swieta, jak złapałaś?

Też drogą płciową oczywiście. W 2003 roku. Wiem od kogo. Byłam na wakacjach nad Morzem Czarnym i miałam przygodę.

Nie zabezpieczaliście się?

U nas z tym nie taka prosta sprawa. Kobiety są ogromnie uległe, strachliwe, podporządkowane. Jak dziewczyna nalega, żeby używać prezerwatywy, to znaczy, że jest na coś chora albo że nie szanuje chłopaka i wątpi w jego kulturę seksualną. Dla niego to śmiertelna obraza, oznaka braku szacunku i zaufania. Rosyjscy mężczyźni fatalnie to znoszą.

Straszne buce.

Prezerwatywa niesamowicie obniża ich poczucie wartości, męskości. A Seks bez - to dowód miłości, sympatii. Nie mówiąc o tym, że dziewczyny często niby przypadkiem zachodzą w ciążę i tak polują na mężów. Bo wtedy musi się żenić. Na wszystkich swoich spotkaniach do znudzenia powtarzam, że dziewczyny powinny siebie szanować, a nie tak na lewo i prawo jak to u nas. Pozna chłopaka w klubie i za godzinę już się z nim kocha. U nas z tym tragicznie. Szczególnie na wsi. Straszne rozluźnienie obyczajów, a rozum za tym nie poszedł.

Swietka, na litość boską! Przed chwileczką z zachwytem opowiadałaś o seksualnym blitzkriegu twojego męża, a teraz narzekasz, że rosyjskie dziewczyny się nie szanują.

Niech się przynajmniej zabezpieczają! Do cholery! Tobie może się wydaje, że rozmawiasz z młodą, szczęśliwą kobietą z pięknym dzieckiem i przyszłością. A ty wiesz, że moja własna teściowa strasznie się boi?!

O ciebie. Swojego syna i waszą córkę.

Gdzie tam. Ona nas się boi! Boi się zarazić. Strasznie! Wstydzi się i boi własnego syna. Przed rodziną i sąsiadami. Wykształcony człowiek, prawnik. Nie pozwala, żeby w jej towarzystwie głośno i otwarcie rozmawiać o AIDS. Za każdym razem, kiedy mnie widzi, błaga, żebym nie udzielała żadnych wywiadów i żebyśmy w przyszłości o niczym nie mówili córce.

A twoja matka?

Wioskowa, kołchozowa kobieta. Po jakimś talk-show w telewizji z moim udziałem rozpłakała się, przytuliła do mnie i powiedziała, że niewiele mogła i umiała mi dać w życiu, ale Pan Bóg czuwał nade mną i dzięki tej chorobie mam takie piękne, ciekawe i niezwykłe życie.

Źródło: "Wysokie Obcasy"

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (103)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2014-09-02 18:41:50

re: Swietłana Izambajewa - rosyjska Miss HIV

No jak to ?... Polska to ciemnogrod, bo zabrania narkotykow, alkoholu, piepszenia sie na potege, nie podobaja jej sie zwiazki homoseksualne i adoptowanie przez takie osoby dzieci. Ten artykul to koniecznie dla wszystkich, ktorzy samowole nazywaja wolnoscia a rozwiazlosc swoboda seksualna. Rosja to Sodoma i Gomora!!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2011-02-09 03:19:42

co za facet robil ten wywiad O_o

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-04 22:08:43

kobieta warta podziwu naprawde ....

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-07-30 13:33:09

podziwiam tą panią, nie jedna zamknełą by się w czterech ścianach i płakała albo i gorzej a ona idzie przez życie godnie mimo choroby.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-21 17:30:26

Na prawdę wspaniała kobieta. Jaką trzeba mieć w sobie wolę życia.... Podziwiam, na prawdę.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-20 23:41:35

Brawa dla tej kobiety za charyzmę charakter i siłę. Naprawdę podziwiam

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-20 18:02:57

Dlaczego jej córka nie może jeść tym samym widelcem co ona? Przecież wirus HIV nie jest przenoszony przez ślinę! Tylko przez krew, mleko matki i wydzieliny narządów płciowych. Chyba że Swietłana nie jest do końca poinformowana o swojej chorobie. Bez obrazy

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-07-19 16:36:52

musze Cie zmartwic, ale to Ty jestes nie do konca poinformowana bo wirus HIV jest przenoszony przez sline. ponoc sa to naprawde male ilosci ale nadal istnieje ryzyko.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-20 17:57:40

Dlaczego jej córka nie może jeść tym samym widelcem co ona? Przecież wirus HIV nie jest przenoszony przez ślinę! Tylko przez krew, mleko matki i wydzieliny narządów płciowych. Chyba że Swietłana nie jest całkiem poinformowana o swojej chorobie. Bez urazy

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-12-20 11:52:59

Szerze współczuję... nie jestem jakoś uprzedzona do chorych ludzi na AIDS i zgadzam się z tą Swietą co do zabezpieczania się bo ktoś kto się nie zabezpiecza musi być totalnym idiotom... i jak by nie patrzyć to ta kobieta jest baardzo silna ja jak bym się dowiedziała że jestem chora to chyba bym zrobiła coś głupiego a na pewno izolowała bym się od społeczeństwa...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-10-19 14:02:03

Z tą pracą ,że ludzie ktorzy są nosicielami nie mogą pracowac nie wiem sama czy chcialabym z kims takim pracowac wiem glupie uprzedzenia,chociaz sama mialam 2 przygody plus w mlodosci wiele dragow mozliwe ze moge byc nosicielka ale jednak pomysl rownouprawnienia hmm ciezko mi to zrozumiec i przebrnac przez to bo czuje się ograniczona.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz