Zerwałam kontakty z rodziną

09 Września 2012

Czasem więzy rodzinne nie wytrzymują próby czasu i tracimy kontakt z bliskimi. Z różnych powodów.

Płacze

Nie wszystkie relacje rodzinne układają się wzorcowo. Niekiedy bywa tak, że żale i urazy z przeszłości potęgują się latami, by doprowadzić do sytuacji, w której członkowie rodziny nie mogą już na siebie patrzeć. Ale czasem wystarczy jedno wydarzenie czy sytuacja, aby stracić kontakt z bliskimi. Jak układa się życie, gdy nie możemy liczyć na najbliższą rodzinę? Jak bolesne są rany z przeszłości?

Zbyt surowi rodzice

„Od 16. roku życia jestem samodzielna, bo moja mama potrzebowała wolności. Kontakt mamy raz na pół roku, potem jakaś przerwa – potem znowu odnawiam kontakt i znowu go tracę” – opowiada jedna z internautek na kobiecym forum dyskusyjnym. Dlaczego tak rzadko się ze sobą kontaktują? „Nie znoszę jej za to, że surowo mnie ocenia, pomimo że zaniedbała mnie jako dziecko i dlatego mam pod górkę w wielu kwestiach... A ona zachowuje się, jakby była OK” – tłumaczy internautka. Nie kryje jednak, że taka sytuacja jest bolesna, choć – jak zaznacza – po latach można się z nią pogodzić. Podobnie jest u innej forumowiczki, która zerwała kontakt z rodzicami, odkąd zaczęli za wszystko ją krytykować. „Jestem już po trzydziestce, a moi rodzice zawsze robili wszystko, by wzbudzać we mnie poczucie winy” – tłumaczy.

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (56)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2012-11-24 15:10:56

Ja jestem traktowana w swojej rodzinie okropnie . Dla nich liczy się piękna uroda aja do takich miss się nie umywam . MOJA młodsza siostra powiedziała że brzydoty nie powinny żyć na tym świecie i spojrzała się na mnie a mama cały czas mi docina brat się z mojej twarzy nabija i co ja mam zrobić jak dalej żyć?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-13 21:39:00

Też mam problem z rodzicami a właściwie z całą rodziną.. przez nich wylądowałam na studiach na których się męczę i już drugi raz próbuję zdać na drugi rok. Jeśli nie dam rady [w sumie dobrze się stanie] to chciałabym wyjechac do londynu, porobic jakieś kursy, zarobić pieniądze, poznać nowych ludzi..ale moja rodzina nie chce o tym słyszeć. Bez przerwy się o coś kłócimy, ja już nie wytryzmuję i nieługo wyprowadzę się do koleżanki. Sama zarobię na przelot do uk choćbym miała zerwać z nimi kontakt. Wiem, że to pewnie dziecinne i wiele z was ma o wiele większe problemy co sama zauważyłam, jednak nie pozwole na to żeby ktoś stawał mi na drodze w spełnianiu marzeń i ogarniczął moją wolność..poza tym to moje życie i sama chcę o sobie decydować.. Co o tym myślicie? dodam, że mam 21 lat ;]

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2013-01-13 15:33:36

Kiedys mialam podobne problemy jak ty ale po tym co w zyciu przeszlam to wszystko co piszesz to jest maly pikuś.Ty poprostu chcesz zaczernąć życia ale życie nie jest prostolinijną drogą posiada nie jeden zakręt z którego nieraz jak wypadniesz to powrotu niema.Jeżeli jesteś pewna że to co robisz pozwoli ci byc szczęśliwą to trzymam za ciebie kciuczyska .Moje myślenie na temat ja i tylko ja sie zmieniło może i dla tego że już mam 27 lat.Teraz tego czego nie wytrzymuje są poniekąd błedy życiowe które popełniłam.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-11 15:01:55

heh wiem co to jest gdy sie cierpi i ze strachem w oczach spoglada w jutro czy aby nic zlego sie nie stanie. u mnie powodem tego strachu jest ojciec naduzywajacy alkoholu. mam przez niego taka traume, ze zycie jest dla mnie smutne , nie ciesze sie z niczego i patrze z zazdroscia na te rozesmiane buzie ,ktore mijaja mnie na ulicy. zawsze zastanawialam sie dlaczego mnie to spotkalo, poniewaz w moim otoczeniu nikt nie ma takiego problemu , ale teraz widze, ze jest nas wiecej. mam 23l i ogolnie jestem slaba psychicznie potrafie sie rozryczec jak dziecko chociaz juz mniej sie tym przejmuje niz kiedys jak bylam dzieckiem. zawsze marzylam , zeby ze sprzedazy wycofali alkohol, wtedy moje zycie bylo by szczesliwe. teraz jestem dorosla, mam chlopaka i wielka nadzieje, ze stworzymy normalny dom , bez strachu dla dzieci. mama za to jest kochana , zal mi jej gdy placze przez ojca, denerwuje sie, brakuje jej na rachunki, bo znow wszystko ojciec przechlal itd a do tego choruje:( jej mi zal najbardziej, ale wierze, ze pomoge jej jak zaloze swoja rodzine. ojciec byl juz na leczeniu, stracil prawko itd ale to nie pomoglo dalej jest podobnie, nic sobie z tego nie robi. ogolnie cwany jest i to bardzo , potrafi wyszperac kase itd. wiem,ze niektorzy maja gorzej, bo np. male rodzenstwo na glowie, a oboje rodzice pija , ale ja tez nie mam za ciekawej sytuacji i tez ciezko mi.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-10 23:50:24

Artykuł i wszystkie komentarze przeczytałam jednym tchem, ponieważ mnie też to częściowo niestety dotyczy. Moi rodzice nadużywają alkoholu, tylko mama pracuje, ale mimo wszystko weekendy w naszym domu to koszmar. Obydwoje rodzice pod wpływem alkoholu kłócą się, biją, wyzywają. Ja (18 lat) już się po tych kilku latach uodporniłam, ale najbardziej mi żal mojej małej 9-letniej siostry, która już teraz jest kłębkiem nerwów, gdy tylko widzi, ze szykuje sie kłótnia to płacze, a ja wtedy nie wiem, czy ją uciszać, czy biec do rodziców, żeby ich rozdzielac, bo się pozabijają. W domu bez przerwy panuje bałagan, dawno mamy nie widziałam sprzątajacej więcj niż 15 minut. Ja ogarniam czasem cały dom w soboty, ale tylko wtedy, kiedy nie jestem w pracy ;/ wiem, ze mogłabym robić więcej, ale kiedy wracam ze szkoły i widzę spiącego pijanego tatę, leniwą 16 - letnią siostre i ten cały bałagan to wszelkie dobre chęci znikają ;/ co do wyprowadzki to na razie czekam do matury. chciałabym pójść na studia, ale watpię w to, że dostanę pieniądze od rodziców. jest druga opcja - mam chłopaka od 3 lat, z którym po maturze mogę wziąć ślub, ustatkowac sie i pomóc siostrom, ale nie jestem pewna czy to ten właściwy i pewnie nigdy nie będę pewna.... czytałam ostatmio o syndromie DDA dorosłe dzieci alkoholikow, boje sie ze to mnie dotyczy...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-10 17:03:55

Uciekłam od matki alkoholiczki- i to była najlepsza decyzja w moim życiu. Tęsknię za nią ale widok w pamięci gdy zataczała się po promilach nadal bardzo boli.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-10 12:20:19

zastanawia mnie dlaczego niektórzy rodzice traktują swoje dzieci jak wrogów... to niedorzeczne. na szczęście moi rodzice (chociaż w okresie buntu uważałam inaczej) są naprawdę mega dobrymi ludźmi i wspierają mnie i siostrę zawsze, pomagają i każdemu życzyłabym tak wspaniałych rodziców. fakt, są momentami nadopiekuńczy, ale troszczą się o nas jak tylko mogą. :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 22:45:05

ja miałam zje.bane dzieciństwo. wina ojca. dziś mam 22 lata, a czuje ze ta przeszlośc będzie się za mną ciągnąć do śmierci. kiedys bylam inna, otwrta, beztroska, szczęśliwa. ale w momencie gdy mama podjęła decyzję o ucieczce od ojca ja przeżylam koszmar. liczne przeprowadzki i zmiany szkół, mieszkanie dwa razy w piwnicy, w domu samotnej matki, w domu ofiar przemocy, bieda, ktora zmuszala mnie i ją do sprzedawania srernej buzuterii zeby bylo na chleb. Brat, ktory mnie lał od stóp do głów... na szczascie to odlegla przeszlosc, odnowilam stosunki z ojcem, brat jest teraz dla mnie wspanialy, mam faceta, mieszkam z mamaą w innym wojewodztwie i jestem szczasliwa. ale... są takie dni kiedy wspomnienia wracają... jestem cholernie naiwna, nieśmiala, zakompleksiona, boje sie ludzi, nie ufam nikomu. wydaje mi się ze przez to nigdy nie zalozę szczesliwej rodziny. rozwazam od kilku lat wizytę u psychologa ale to sie zdarza tylko podczas mojego raz na rok- napadu placzu, paniki, lęku, bezradnosci? sama juz nie wiem jak to nazwac...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 19:14:39

ja w piatek poszlam z domu do faceta czy moim rodzica sie to podobalo czy nie ale mialam ich serdecznie dosyc!!! matka powiedziala ze mnie wiecej na oczy nie chce widziec i aby moja noga wiecej u niej w domu nie postala i jak na razie za nimi nie placze... oni milcza i sie tez nie odzywaja jak zmadrzeja wiedza gdzie mnie szukac :) he he he

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 19:52:47

Widac ze nie masz nic w glowie, ranisz tylko rodzicow pusta dziewczynko.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-10 12:17:31

poproś faceta żeby ci solidnie przywalił w głowę.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 14:46:55

w tym momencie doceniłam rodziców...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 17:20:31

Ja też !!!! Mimo ze czasem zdarzaja sie miedzy nami spory , to wiem ze zawsze moge na nich liczyc i niewazne co by sie stalo beda za mna stali murem.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 14:26:19

Mój ojciec stosuje tzw.przemoc psychiczną. Odkąd pamiętam znęcał się nad nami. Były grozby, przekleństwa, krzyki ( to nie są normalne krzyki, to jest krzyk, gdzie widac każdą jego żyłkę na szyi, zaciśnięte zęby i ten krzyk powoduje taki strach, że robi się człowiek "taaaakiii" malutki). Nie pamiętam żadnej dobrej chwili z nim w roli głównej, a mam 22 lata. Jeszcze kiedy byłam dzieckiem nie było to jakieś częste, obecnie się nasila. W jego obecności słyszę każdy swój oddech i wydaje mi się tak niebezpiecznie głośny... Generalnie mama jest dobrym człowiekiem. Niestety zaszczuta i zastraszana latami, stała się bierna i mimo, że zdaje sobie ze wszystkiego sprawę, nie potrafi tego przerwac. Zresztą myślę, że to osiągnęło taki stopień zaawansowania, że nie ma od tego ucieczki. Oboje rodzice mieli ciężkie dzieciństwo. Ojciec wychowany w biedzie (dziadka nie znałam, a babka za czasów okupacji była wywożona na przymusowe roboty więc dzieci musiały walczyc o wszystko). Moja mama z kolei żyła z ojcem alkoholikiem ( matka zmarła wcześnie), który ją molestował. Tak teraz myślę, że ten łańcuch rodziny dysfunkcyjnej, naprawdę się powiela. Niestety w obawie, że i ja mogę to odziedziczyć odczuwam strach przed założeniem własnej rodziny. Zresztą ogólnie rzecz ujmując przez to wszystko już jestem skrzywiona psychicznie. Przez model ojca despotę, jaki dostałam w domu, wszystkich mężczyzn porównuję do niego i nie potrafię kochac, bo miłośc wydaje mi się przereklamowana. Jestem obecnie z mężczyzną, który tego nie rozumie, ponieważ wychował się w szczęśliwej rodzinie. Uważam, że ojciec na dzień dzisiejszy nie czuje do nas nic. Z drugiej zaś strony wiem, że to jego psychika i że powinien się leczyć. Niestety człowiek taki jak on, nie jest reformowalny. Wczoraj żeby było ciekawie wyszedł z domu z zamiarem popełnienia samobójstwa. Sama nie wiem po co ten potok słów. Nie oczekuję współczucia ani wsparcia. Już dawno przestałam zabiegać o to żeby było dobrze. Pogodziłam się z tym i nie targają mną już takie emocje jak kiedyś. Nauczyłam się z tym życ. Chcę tylko powiedziec wszystkim, którzy mają również nieciekawe relacje z rodzicami, że ja też jestem z nimi.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 15:20:12

wiem, co czujesz, tyle ze u mnir to mamusia straszy samobojstwami, ma byc najwazniejsza, awantury o byle coooo:/

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 18:02:24

Jestem w takiej samej sytuacji. Tyle, że moja mama i ja stawiamy się temu, po prostu nie lubimy kiedy się nas nie szanuje i potem wychodzą kłótnie , przeprowadzki na miesiąc do innego domu . Co chwila ojciec mi mówi jak to on nie był wychowywany (chodził do bidula) natomiast mama żyła w pijackiej rodzinie była wychowywana przez starsze rodzeństwo. Ale ojciec mój robi tak samo wiecznie się znęca nade mną psychicznie ... mówi, że nic mi się nie uda, że jestem beznadziejna i takie tam, ale już nauczyłam się z tym żyć i marzę tylko o wyprowadzce, ale nie mam jeszcze pieniędzy na takie wyskoki niestety.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 18:05:02

o kurczę, strasznie się rozpisałam i to w dodatku bez ładu i składu, także przepraszam, ale chyba musialam to w końcu z siebie wyrzucic, sama nie wiem, moze zeby pokazac wszystkim osobom takim jak ja, ze ten problem nie dotyczy tylko ich? przy mnie matka się już wieszała, zacisnęła sobie pasek na szyji zaczęłam ją ratować dopiero jak się zrobila siwo purpurowa...taki widok to dla dziecka trauma do konca zycia chociaz miałam wtedy 19 lat, najgorsze jest to ze kochamy się tak strasznie ze ona jak i jak oddałybyśmy za siebie życie, dlatego nie rozumiem jej zachowania. mam dzis 20 lat i do dzis boję się suszyć włosy bo wtedy nic nie slyszę i w kazdej chwili moze wbiec w napadzie furii z byle powodu... kiedys się dlugo kąpałam, zamiast przyjsc i powiedziec ze mam wyjsc, wpadla do lazienki drąc się wnieboglosy a ja prawie zeszlam na zawał... tak samo boje się słuchac glosnej muzyki kiedy jest w domu, ona o tym wszystkim nie wie, mysli ze dobrze mnie wychowała i jest tylko nerwowa..wcale nie, jestem mlodą dziewczyną i jednoczesnie kłębkiem nerwów, najgorsze jest to, ze mam tak cudownego chlopaka a czasami traktuję go tak samo chociaz nic złego nie robi to potrafię wybuchnąć jak wiedzma zawsze kiedy się poklocimy wbiega po schodach do mojego pokoju i sie na mnie rzuca wiec nawet kiedy w normalny, spokojny dzien tak wbiega- ja zamieram. kiedys, mialam moze 5 lat, moze wiecej schowałam zakupy, z czego wlozylam jakies mieso do lodowki. przyszla, spytała gdzie jest bo nie widzi, spojrzałam do lodowki, tez nie widzialam, przysiegam, ze byla wypelniona po brzegi, a ona mnie zbila skorzanym kapciem, po wszystkim przynioslam jej to cholerne mieso to mnie przytulila i powiedziala, ze myslala, ze dalam wszystko psu...akurat zawsze o wszysatko pytałam, czemu o tym nie pomyslala? nawet jako szrab widziaam u kolezanek porysowane kredkami sciany, a wiec jak to dziecko zaintrygowalo mnie to, wiec po powrocie do domu wzielam, pamiętam niebieską kredkę i zrobilam 2 cm kreskę pod lustrem sciennym (tak, ze trzeba bylo je przesunąć aby ją zobaczyc) a kiedy mając 15 lat chlopak w ktorym bylam tak szalenczo zakochana przytulil mnie pod domem na pozegnanie. na drugi dzien dostaję telefon od matki "ty dzi.wko ty k,urwo, moglas mu tak loda jeszcze zrobic" i wiele wiecej, nie wiedzialam co odpowiedziec,, nie zrobilam przeciez nic zlego? nawet te slowa nie byly tak straszne jak ton, w ktorym je wypowiedziala, sycząc zza zebow... najgorsze jest jak juz mowilam to, ze jedna bez drugiej nie umialaby zyc, moze jest to spodowowane tą chorą milością, nie wiem... staram się od niej odciąc, zeby tylko sie nie awanturowac, to mowi mi ze jej nie kocham itd ostatnio dowiedzialam sie od kolezanki ze studiow ze jej mama umarla na raka, tak mnie o tknęło, śnilo mi się to, ze starałam się sobie przetłumaczyc, ze to co bylo to juz przeszlosc, nie mogę wiecznie byc dla niej wredna i oschla, tymbardziej ze sama miala ciezkie dziecinstwo jak i całą rodzinę patologiczną (jej brat gwalcil przybraną córeczkę która miala 9 lat, matka miala schizofrenię, ojciec byl katem, jej siostra zwariowala i ciagle nadaje o zjedzonych dzieciach i innych upiornych rzeczach, kolejny jej brat się powiesil ii duzo by jeszcze wymieniac) dlatego nie chce byc dla niej taka, ale niedlugo po tym, kiedy staralam się bc dla niej idealną córką, posiedzieć, porozmawiać, zapytac co u niej znowu to zrobila- urządzila mi awanturę z jakiegos blachego powodu. i po tej wiadomosci o smierci mamy tej kolezanki pomyslalam sobie, co ja bym zrobila, gdyby moja mama niedlugo umarla.. nagle, w wypadku- nie zdazylabym jje powiedziec, ze tak naprawdę ją bardzo kocham a traktuję ją tak tylko dlatego ze mnie bardzo rano, chyba bym umarla z zalu kiedys jej np powiedziałam, mamo, nie chcę sie klocic, chcę ci powiedziec spokojnie ze nie chcę abys tak robila, to zaczyna wtedy mowic jaka to ja nie jestem, ona robi tak, bo ja robie tak i nic KOMPLETNIE NIC NIE DA SIE JEJ WYTLUMACZYC. inna sytuacja. poklocilam sie z chlopakiem, jest mi strasznie smutno (wtedy lubię posiedziec sama, przemyslec rozne rzeczy a juz na pewno nie gadac o tym bo jest mi gorzej) to jeszcze zamiast mnie przytulic, wesprzec wku.rwia sie ze nie chce z nią rozmawiac i dobrze ona od dzis tez mi nic nie powie. nieraz juz powiedzialam jej ze jest wariatką, chcę zeby zniknęla z mojego zycia, ze jej nienawidzę...nie jestem bez winy, raz jej pwoiedzialam, kiedy mnie strasznie zdenerwowala ze niech mi nic nie radzi bo sama się rozwiodła to mnie tak pobila, ze nie moglam się wyprostwac.. miala taki zwyczaj, ze kiedy wychodzilam chocby do szkoly, przylatywala i musiala mi dac buzi w usta kiedy w wieku 18 lat jej powiedzialam: mamo, to nie jest normanle, ze ja wychodze na 8 godzin a ty sie ze mną co dziennie zegnasz jakbym jechala na 3 dni. kocha mnie, wiem, ja ją tez...tylko to nie jest zdrowa milosc, jakkolwiek bym sie nie zachowala- zawsze wina lezy po mojej stronie, zawsze to ja cos zrobilam zle wczoraj czy miesiac temu ze ona teraz mnie tak potraktowala. niedawno podczas wielkiej awantury wywalila mnie z domu, powiedziala ze nie chce mnie nigdy na oczy widziec i mam nie wracac. tacie powiedziala a nawet mi potem w zywe oczy ze sama sie wynioslam...nie umiem jej powiedziec, ze ją kocham, przytulic, nie po tym wszystkim co mi zrobila i co powiedziala. czemu ona mi to robi? i najważniejsze, czemu ja robię to jej?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 18:21:41

o, zapomnialam jeszcze powiedziec, ze kiedys tata wrocil z nocki i wlozył łyzeczkę do zlewu, matka jak ją zobaczyla, przyszla do niego, obudzila go i kazała mu myć tę łyzeczkę, bo ona po nim zmywac nie będzie i ma ją w tej chwili umyc. to jest az smieszne....

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 22:33:27

wiesz co, wydaje mi się że Twoja mama ma jakis problem natury psychicznej i naprawdę powinna się leczyć. ona się tak zachowuje bo sama ze sobą nie moze sobie poradzic. dobrze by bylo gdybys zaproponowala jej wizyte u psychiatry tym bardziej ze w rodzinie miala przypadek schizofrenii

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 23:03:59

mowilam jej i to nie raz, że mozemy razem pojsc do psychiatry, czy chociaz psychologa, wysmiala mnie i tyle...zostaje mi to znosic

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 23:17:19

tylko że Twoja psychika tez na tym cierpi. moja matka nie byla az tak ekstremalna, ale wiem co to bać się o życie matki ktora jest dla nas wszystkim, to odciska piętno na cale dorosle zycie. do tej pory (22 lata) nasłuchuje, czy nic jej nie jest, czy nie zemdlała z nerwów itd. chociaz wiem ze tak sie nie zdarzy to jednak się boję o nią. Musisz cos z tym zrobic. Masz mozliwosc wyprowadzenia się od niej?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-09-09 23:27:34

wlasnie nie mam. i to jest duzy problem, bo przez to wywieram presję na swoim chlopaku.. on dopiero jest na pierwszym roku studiow, na ktorych mu bardzo zalezalo, są to studia dzienne takze zanim zacznie pracowac miną z 4 lata. ciągle mu gadam ze muszę się jak najszybciej wyprowadzic bo dłuzej nie wytrzymam, a on przeciez nawet nie ma co zrobic... wiem, ze dobrze robi, bo po tych studiach bedzie miec swietną pracę, jednak mam pretensje, ze nie poszedl na zaoczne, wtedy moglibysmy się juz wyprowadzic... a wystarczylo by mniec normalny dom :(

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Katarina
(Ocena: 5)
2013-01-24 16:02:45

Wiem, że piszę późno, ale dopiero przezczytałam ten artykuł. Ja mam troszkę inną sytuację, wychowałam się w kochającej rodzinie i przez to jestesm osobą która musi kochać.. No i się zakochałam. Jestem z chłopakiem 5lat, ale nie jest to dobry związek. Ja kocham jego i wiem, że on mnie też, ale nasz związek jest bardzo ciężki niestety nie potrafię tego skończyć, ale wielokrotnie od niego uciekałam, odcinałam się, zawsze jakoś mnie znajdował i to bylo fundamentem naszej zgody. Oczywiście do kolejnej kłótni. Wiem, ze straciłam przez niego duzo szczęscia, i całą bajkę, którą stworzyli dla mnie rodzice, podejrzewam od dłuższego czasu, że mam depresje i nie wierzę,że cos dobrego jeszcze mnie w życiu spotka. Nie jestem osobą, ktora gorliwie wierzy w Boga, szczzerze mówiąc, powątpiewam w niego, ale jak mam okazję to modlę się do niego o śmierc. Powiem, że przeszkodą w zerwaniu tego związku jest fakt, że naprawde darzymy się uczuciem i bywają przeważnie chwile, gdzie jest dobrze jak być powinno, ale te ciężkie chwile sprawiają że odebrano mi wszelką nadzieję. Ale zatem do sedna. Chcialam przez to powiedzieć, że tak naprawdę, pomimo że tym stwierdzeniem pewnie wywołam krzyk trzeźwomyślących- ucieczka w Twoim wypadku wyprowadzka z domu i zerwanie kontaktow z rodziną jest najlepszym lekarstwem. Mowie tu o konkretnym, radykalnym odcieciu sie od calej rodziny, wraz ze zmianą nr tel i ukrywaniu nowego adresu.. Weź ze sobą mamę i siostrę. 2... nie licz na chłopaka ani na niego nie czekaj. obserwując świat widzę, że tak naprawdę nie ma miłości na swiecie a jak jest to nie nna zawsze. Nic nie jest trwałe, a zwłaszcza związki. i Jak mowi święte przysłowie " umiesz liczyć licz na siebie, innych twoje szczęscie jebie....." tak więc ze szczerego serca i trochę z doświadczenia radzę Ci zabrać dupę w troki i odciąć swoj umysł od tego co sprawia, że podupadasz na zdrowiu psychicznym.. Jak sama o siebie nie zadbasz to nikt tego nie zrobi.. Na chłopaka, ktory Cię nie rozumie nie masz napewno co liczyć a na matkę chyba też nie , ale skoro mowisz że to dobra kobieta, to ją tez uratuj. Uratujesz wtedy siebie. A chłoapaka najlepiej rzuć :) przez nich są same kłopoty. Nie warto.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz