Wasze Listy: „Czy wyprowadzić się z Warszawy na wieś do narzeczonego – weterynarza?”

31 Sierpnia 2010

Zuza od zawsze jest związana z Warszawą – tutaj się urodziła i wychowała. Czy powinna z tego zrezygnować i zamieszkać z ukochanym na wsi?

Wasze Listy: „Czy wyprowadzić się z Warszawy na wieś do narzeczonego – weterynarza?”

Jestem typową dziewczyną z dużego miasta. Lubię ten gwar, hałas, to że zawsze coś się dzieje. Kocham poznawać ciągle nowych ludzi, chodzić na imprezy, do kina, na zakupy. Tu się urodziłam i wychowałam. I myślałam, że zostanę tu na zawsze. Ale poznałam Miłosza – najcudowniejszego faceta pod słońcem. Jest miły, dobrze wychowany, potrafi się zachować w każdej sytuacji. Można by pomyśleć – ideał.  Ale planując życie, nie tylko cechy charakteru należy brać pod uwagę…

Poznaliśmy się na studiach na SGGW. Nie dostałam się na wymarzoną medycynę, więc poszłam na weterynarię. Tam go spotkałam. Jego rodzice mają na wsi (jakieś 70 km od Warszawy) sporą klinikę dla zwierząt i on nie miał wyboru – jako ich jedyny sny musiał nauczyć się zawodu, by przejąć po nich biznes. Ja byłam na weterynarii trochę z konieczności, myślałam że przezimuję tam jeden rok i dostanę się na AM. Miłosz zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia, dość szybko zostaliśmy parą mimo ogromnych, dzielących nas różnic, a ja przestałam myśleć o medycynie.

Po pięciu latach udanego związku musimy jednak podjąć ważną decyzję – co dalej? On wie – wraca do siebie na wieś, pracować w klinice. Chce, żebym ja przeprowadziła się razem z nim i zamieszkała w domu jego rodziców. To naprawdę majętni ludzie, mają spory dom, pomieścilibyśmy się bez problemu. Kocham Miłosza, to nie ulega wątpliwości. Ale ucieczka z miasta, które kocham tak samo mocno, bardzo mnie przeraża. Tutaj także mam gdzie pracować, ale to oznaczałoby rozłąkę. Nie mamy już osiemnastu lat, związek na odległość nie wchodzi w grę. Nie wiem jednak, czy dam radę wytrzymać na wsi, gdzie mieszka kilkadziesiąt osób, a jedyną rozrywką są wesela w remizie, picie piwa pod sklepem albo dożynki.

Co mam robić? Zostać czy wyjechać? Być wielkomiejskim singlem czy wiejską żoną? Bardzo zależy mi na radach kobiet, które znalazły się w podobnej sytuacji, musiały z czegoś zrezygnować dla miłości. Czy żałowałyście? Zuza

Na Wasze Listy czekamy pod adresem redakcja(at)papilot.pl.

Uwaga! W związku z wieloma odpowiedziami na listy, które od Was otrzymujemy, postanowiliśmy rozpocząć ich publikowanie na łamach serwisu. Na porady naszych Czytelniczek dla Justyny czekamy pod adresem redakcja(at)papilot.pl. Prosimy o wpisanie w tytuł maila „ODPOWIEDŹ NA LIST”. Najciekawsza porada zostanie opublikowana we czwartek.

Zobacz także:

Wasze Listy: „Mam 19 lat, zakochałam się w dwunastolatku!

Wasze Listy: „Nie wiem kto jest ojcem mojej córeczki?”

Strony

Komentarze (220)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2011-02-18 11:59:17

Prawie 2 lata temu przeprowadziłam się z dużego miasta na wieś,poszłam właśnie za miłością do narzyczonego.Wtedy wydawało mi się że cisza,spokój ,przyroda to to czego mi brakuje,pracując w wielkim mieście uwielbiałam urlopy na wsi.Wszystko się zmieniło jak po przeprowadzce zaszłam w ciąże,urodziłam dziecko i od tamtej pory nie pracuje.Tęsknie za miastem, za tym żeby pobiec rano po świeże bułki do sklepu albo wyjść po zmroku na spacer i mijać innych przechodniów na ulicy,dużo by pisać na ten temat.....mam nadzieje że kiedyś powróce do mojego miasta

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-05 17:31:16

moja mama zamieszkala z tata na wsi, przez pierwsze 10 - 15 lat zylo im sie bardzo dobrzo, duzy dom, duze gospodarstwo. Ale wszystko zaczelo sie zmieniac, teraz tata szuka jakiejs pracy, mama tez, ale jej wyksztalcenie juz jest "nieaktualne". Trzeba caly czas pracowac w zawodzie a ona ostatnio pracowala jakies 30 lat temu. To troche inna sytuacja, ale wniosek z tego taki zeby miec jakies zabezpieczenie na trudniejsze lata, bo jak cos sie zmieni miedzy wami albo zmieni sie sytuacja na "rynku" to roznie moze byc. wiec przemysl to dobrze...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-02 22:29:28

Ja chyba pojechałabym jednak z ukochanym... zarabiac będzie zapewne sporo, ale to nie takie istotne. Chodzi o przestrzeń i powietrze. A imprezy na wsi są przereklamowane... nie wiem skąd ta remiza!!! od zawsze mieszkam na wsi i na takiej okazji nie miałam.... Generalnie jeśli porównujesz miłość do miasta z miłością do mężczyzny to chyba zostań lepiej w mieście...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-02 22:17:13

od kopa jedź :) wieś jest super ;D nie znasz wiejskich zabaw? to jest dopiero impreza ;D takich w mieście nie ma

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-02 21:53:56

jedź, a skoro oboje jesteście weterynarzami to i dom szybciutko sobie pobudujecie swój.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-02 12:19:39

Piszecie, że jest egoistką, że pewnie go nie kocha tak, jak jej się wydaje... Moim zdaniem dziewczyna po prostu potrafi patrzeć w przyszłość i widzieć coś więcej niż sielankę u boku ukochanego. Sama pochodzę ze sporego miasta. Kilka razy w roku spędzam dłuższy czas (ok. miesiąca) na wsi. Dostaję tam czegoś w głowę. Mam wrażenie, że jestem uwięziona!!!! Że się duszę tą wąziutką uliczką przed oknami, tymi ludźmi codziennie tymi samymi, którzy wiedzą wszystko, o wszystkich. Tym ogrodem, który trzeba skosić, a ja mam silną alergię na pyłki traw, tymi różami do przycięcia, tym piecem, do którego trzeba dołożyć wiem, wiem... można gazowy), tym lasem w koło, który trzeba minąć, żeby dojść do najbliższej szkoły, tymi dwoma sklepami, w których nawet tamponów nie ma, tym godzinnym dojazdem do miasta, szukaniem lekarza dla dziecka (ośrodek zdrowia 40 km. od domu). Dobija mnie rozmawianie o cenie skupu jagód, o tym, że M. chyba będzie miała piąte dziecko, a E. schudła, ale znów tyje. Załamuje mnie to, że przez ten miesiąc nie mam co marzyć o zabraniu córki do kina, że sama za jedyną rozrywkę mam internet (i to też wolny na maksa, bo innego tam sie na razie nie da mieć. Może kiedyś, za kilka lat wymienią centralę). Nie mam z kim porozmawiać... tzn. znalazłam 2 osoby w zbliżonym wieku. Mhm... ale ile mogę emocjonować się ogórkami pod foliówką?? Ich kiszeniem?? Nie, dziękuję bardzo. Sytuacji nie ratuje nawet samochód i to, że wiem, że to tylko na wakacje i że za kilka tygodni wrócę do miasta. Więc co byłoby, gdybym miała zostać tam na zawsze?? Tym bardziej, że jeśli jestem tam z mężem, to jemu głównie obrywa się za to, że się piekielnie nudzę :D

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-01 19:23:00

dla mnie zycie na wsi jest cudowne a miasto mam 15km ty 70 to nie tragedia nie lepiej zyc spokojnie? a na imprezy czy zakupy jechać do miasta? pomysl sobie ze bedziesz mogla w samej bieliznie wyjsc na ogrod:) lezec na trawie i patrzec w chmury

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-01 18:28:06

JEDZ !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-01 18:18:52

przecież to tylko 70 kilometrów nie ma tragedii - wskakujesz w samochód i po godzinie jesteś w Warszawie

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-09-01 15:55:08

Na początku gdy zaczęłam czytać Twój list po części nawet rozumiałam Twoje wahanie...- chociaż wahanie to złe słowo... bardziej moim zdaniem pasuje tutaj strach... jednak czytając dalej jedna rzecz mnie zadziwiła! Jak możesz twierdzić że miasto kochasz tak samo jak ukochanego?! to niedorzeczne. Gdybyś kochała go naprawdę to nie rozważałabyś bycia singlem w mieście....Moja przedmówczyni ma rację - strasznie pusta z Ciebie dziewczyna.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz