LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

06 Marca 2016

Wanda nie rozumie życiowych wyborów córki. Jest jej za nią wstyd.

praca kasjerki

Witam serdecznie i proszę o radę!

Jestem kobietą, która przeżyła już kilka lat, jestem zadowolona ze swojej kariery zawodowej, mam męża i jedną córkę. Niektórym może się wydawać, że nie mogę na nic narzekać. Pieniędzy nam nie brakuje, jesteśmy zdrowi i możemy na siebie liczyć. Ale prawda jest taka, że nie wszystko w moim życiu mi się podoba. Odczuwam pewien dyskomfort, może nawet porażkę. Wszystko w związku z córką, która raczej nie spełnia moich oczekiwań. Dorastała w sprzyjających warunkach, miała więcej możliwości, niż można sobie wyobrazić, a wcale z tego nie skorzystała. Podobno jak się pochodzi z inteligenckiej rodziny, to ma się zagwarantowany dobry start. Ona jeszcze porządnie nie zaczęła, a już widzę ją na mecie.

Co mam jej do zarzucenia? Ma rozsądnych rodziców, którzy robią karierę i zawsze powtarzali jej, że wiedza to potęga. Warto być mądrym i ciekawym świata, bo taki powinien być człowiek, ale można też na tym w wymierny sposób skorzystać. Dobra praca, kontakty i tak dalej. Ja zrobiłam wszystko, by dać jej taką szansę, ale ona od lat się buntuje. Jest leniwa, spoczywa na laurach, nie chce się wyróżniać. Od kilku miesięcy pracuje w takim miejscu, że nawet wstydzę się o tym wspominać.

 

 

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (139)
ocena
4.4/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Łukasz
(Ocena: 3)
2016-03-07 12:28:39

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Problem w tym, że autorka w gruncie rzeczy niby nie ma nic do nikogo, nikogo nie poniża ani siebie nie wywyższa, ale jednak... naprawdę nie chce mieć nic do nikogo spoza jej "kręgów" i jej poziomu i w gruncie rzeczy poniża innych i odcina się od takich ludzi, którzy nie przysparzają korzyści w rozwoju jej kariery i planu na życie. Tak na prawdę jej chodzi o jej życie a nie życie córki i traktuje córkę i jej życie jako swoje życie i składnik własnego sukcesu. Zauważyłem, że Autorka nie wspomina nic o swoich korzeniach... To tylko przypuszczenia, ale chyba chodzi o to, że rodzice nie byli wykładowcami akademickimi czy wziętymi lekarzami... Kolejną sprawą jest to, że będąc nauczycielem akademickim można po prostu nie mieć czasu dla własnych dzieci... własnego dziecka... Jak to dziecko może zainteresować się poziomem swoich rodziców, skoro ich w większości czasu nie ma? Jak można zainteresować się rodziców pracą czy hobby, jak po prostu nie ma ani czasu ani przestrzeni na integrację. Ilość też jest tu ważna. Jedno dziecko nie ma konkurencji... Nie ma motywacji do walki o swoje i o uwagę rodziców... albo na skutek emocjonalnych zaniedbań rodziców, dziecko tą motywację straciło - i tak tego nie zauważą bo są pochłonięci swoją karierą... Myślę też, że bycie wykładowcą na uczelni to też nie jest szczyt bycia na poziomie. Może pozory tak, ale często wykładowcy to w rzeczy samej odtwórcy. A chodzenie do teatru czy opery... to tylko pokazywanie się w światku ale nie od razu bycie na poziomie i tworzenie tego społeczeństwa z wyższej sfery... pozory, pozory., pozory... I na koniec najprostsze ale najtrudniejsze i najistotniejsze... Kto żyje czyim życiem? Pani teraz żyje życiem córki i chce żeby córka żyła jej życiem... Może niech każdy żyje swoim?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Caliope
(Ocena: 1)
2016-03-08 20:50:51

Dostrzegam tu dużo racji- zwłaszcza w kwestii rzekomego "poziomu" nauczycieli akademickich. Poza tym ja też zastanawiałam się nad pochodzeniem tej pani i jej męża...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 12:23:30

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

rozpuszczona dziewucha, nie ma ambicji, bo wszystko dostawała pod nos. i pewnie nadal dostaje i będzie dostawać, więc po co ma się starać? jakby miała się utrzymać za te 1500 to może by się zastanowiła, ale po co skoro mamusia i tatuś dobrze ustawieni wszystko dadzą.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 20:37:46

Rozpuszczona to by była jakby skorzystała z załatwionej przez mamusie pracy, w której takie isoby zazwyczaj siedzą i pachną a nie jak zapierdziela na kasie i przy rozkładaniu towaru w supermarkecie. Ona najwidoczniej chce się odciąć od rodziców i ich protekcji i radzi sobie jak może.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 1)
2016-03-08 21:38:30

A czy Waszym zdaniem jak ktoś ma pracę dzięki znajomościom (np. rodziców) to musi oznaczać, że nic w niej nie robi? Wysokie stanowiska często wymagają wyjątkowo dużo odpowiedzialności i staranności. Czy Wy nie używałybyście swoich wpływów, żeby Waszym dzieciom niczego nie brakowało? Każdy chce zapewnić swoim dzieciom, to co najlepsze, zwłaszcza, jeśli są po temu możliwości- nie oszukujmy się. Jednakże postawę Autorki listu uważam za co najmniej nie na miejscu...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 11:16:19

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Dziwne, że kobieta z takiej elity siedzi na papilocie i pisze listy do redakcji :/

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 11:01:14

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

ja poniekąd rozumiem zawód ale niestety to jest życie córki i ona podejmuje decyzje.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 10:34:35

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

to pokaże ci przykład wielkiej kariery na swoim przykładzie:3 lata na kasie w biedronce-przynajmniej te 2000 na ręke było. Potem awans(dzięki cioci, która uważała,że moja praca to hańba) na "panią w okienku" w znanej państwowej instytucji-1500 netto i zero szans na rozwój,

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Ala
(Ocena: 5)
2016-03-07 09:17:03

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Odciąć ją od swoich pieniędzy. Moze jak spróbuje sama utrzymać się za 1500 zł to będzie pragnęła zarabiać więcej

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 1)
2016-03-08 20:52:51

Współczuję Twoim dzieciom (obecnym lub przyszłym), jeśli masz takie rozumowanie...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 3)
2016-03-07 09:01:21

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Dzieci nie są po to, żeby spełniać czyjeś oczekiwania.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 08:40:10

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Moja matka jest kimś a ja nikim. Mam 27 lat i ciągle słyszę, że nic sobą nie reprezentuje itp. Ale to jest MOJE życie. Od pół roku chodzę do psychologa. Przez taką matkę nie umiem nawiązywać trwałych relacji z ludźmi. Autorce też polecam terapię - to jest życie CÓRKI nie Twoje.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 00:43:40

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Jestem kasjerka. Mam mieszkanie, narzeczonego, samochod, dwa psy i jestem szczesliwa..Mam zaledwie 23 lata. Kasjer tez może życ na godnym poziomie, to zalezy tylko od jego przedsiebiorczości ... I swoja drogą chciałabym aby każdy człowiek na ziemi chociaż przez tydzień stał na kasie, a nastepnie oceniał. Uważam ze Pani córka, źle nie skończy chociażby dlatego, że podejmuje sama decyzje, a nie spełnia oczekiwania rodziców. Ja bym sie cieszyła, że moje dziecko pracuje, a nie siedzi i bierze pieniądze od rodziców, świetnie sie przy tym bawiąc. Uważam, że powinna Pani porozmawiać z córką i zapytać czego pragnie lub gdzie widzi siebie za 10 lat. I zaakceptować, kochać i wspierać. A napewno to do Pani wróci .

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 00:49:59

Mieszkanie masz po rodzicach? Kasjerki nie stac nawet na wynajem a co dopiero na kuponie czegoś

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 01:30:56

Nawet jeśli, to co z tego?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 10:17:17

Już bez przesady... Lepiej zarabiać te 1500 zł niż nie mieć nic. Poza tym nie nam to oceniać kto jak żyje. może dziewczyna nie siedzi z dupą i po prostu pracuje od dawna i nie przepuszcza wszystkiego na pierdoły?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 10:28:43

na kasie w biedronce na pełnym etacie można zarobić nawet 2400 netto z dodatkami, wszystko zależy od sieci.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
inferno
(Ocena: 5)
2016-03-08 19:17:17

są ludzie, którzy mają AMBICJE. wy tylko liczycie te swoje (zresztą zabawne) pensyjki. co to jest nawet 2400/miecha? ochłap jakiś. ja bym nie wyżyła za to. poza tym siedzenie na kasie to bieda i tyle. słyszeć tylko to pikanie, fuj. wariacji chyba można dostać. ani się wykazać, ani nic. robot

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-09 16:30:30

I donrze zdobila. Ja tyram na medycynie i co? Pensja rezydencka 2200 zl. Suuuuuuper pieniadze. Ludzie nie idzcie na medycyne Idzcie jak juz na stomatologie bo lekarz zarabia g***** Marzylam o swietlanej przyszlosci i ostatnio szlam z kolezanka i przejezdzalo porsche i mowie do niej "i tak nas nie bedzie stac" Dziwi mnie to, ze sa takie progi na te studia... Serio. Ludzie pchaja sie na czasochlonne studia zeby tez wiele nie zarabiac. Moze i fakt oraca stala ale czasami mysle czy nie lepiej by bylo robic paznokcie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 00:25:58

re: LIST: „Ja jestem naukowcem, mąż lekarzem, a córka... siedzi na kasie. Co zrobiliśmy źle?!”

Słusznie. Z pracy kasjerki nie da sie nigdzie zyc na dobrym, godnym poziomie. Nie kupisz nigdy mieszkania, samochodu , nie pojedziesz na wakacje i co całe zycie zyc w wynajmowanym pokoju, dzieląc dom z innymi itd? Zero przyszłości !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 03:34:06

nie jestem kasjerką, ale wolę wynajmować niż użerać się z kredytami i mieszkaniami własnościowymi. nie każdy marzy o takiej kuli u nogi. 0 przyszłości to klapki na oczach i schematyczne myślenie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 09:16:29

Fajnie będzie na starość z emerytury płacić za wynajem mieszkania. Właśnie staranie się o swoje mieszkanie jest myśleniem o przyszłości i chyba lepiej płacić ratę kredytu i mieć kiedyś to mieszkanie na własność niż komuś innemu spłacać mieszkanie. Spłacisz kredyt i mieszkanie jest Twoje, jak coś się stanie możesz sprzedać i masz pieniądze. Jak wynajmujesz 20-30 lat to nie masz nic.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 09:35:38

Ej, ale za mieszkanie trzeba płacić comiesięczny czynsz, czy jest własnościowe czy wynajmowane... Więc nigdy nie ma mieszkania za darmo.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 10:31:20

to zależy czy masz mieszkanie własnościowe spółdzielcze czy tyko wlasnościowe.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 12:54:00

zawsze jest ktoś kto administruje budynkiem i na jego utrzymanie trzeba płacić, mowa tu o blokach oczywiście.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 19:04:25

jeden woli kupić za kredyt inny wynajmowac całe życie i nie wiązać się do jednego miejsca - ludzie sa różni. znam obydwa sposoby myślenia i każdy rozumiem. śmieszy mnie tylko kiedy ktoś na siłe przepycha swoją wizję na życie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 20:44:25

Ale teraz nie jest tak łatwo o wynajmowanie mieszkania komunalnego. Trzeba wynajmować od kogoś i wtedy za kawalerke płacisz 1000 złotych wynajmu to ja już wole dołożyć 200 i spłacać kredyt za mieszkanie spółdzielcze 50 metrów.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-07 23:23:57

a kto mówi o mieszkaniu komunalnym? na takie czeka sę po 15 lat...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2016-03-08 12:36:04

A ja płacę za wynajem dwupokojowego mieszkania 400 zł. Można? Można.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz