Dzieciorośli…

16 Grudnia 2008

Czyli trzydziestolatki, które nie chcą dorosnąć. Kolekcjonują koszulki z komiksowymi nadrukami, w telefonach mają dzwonek z muzyką z „Pszczółki Mai”, a w nocy śpią w piżamie w misie. To wygnańcy z krainy dzieciństwa – nieszczęśliwi i zagubieni we współczesnym wyścigu szczurów.

Dzieciorośli…

Za granicą dzieciorosłych nazywa się adulescents - od adult - dorosły i adolescent - nastolatek. Z pozoru, wiodą normalne, dorosłe życie, odnoszą sukcesy zawodowe, nierzadko zakładają rodziny. Zdradzają ich jednak drobne detale - skarpetki w pieski, breloczek w kształcie misia czy dzwonek w telefonie, koniecznie z piosenką z „Pszczółki Mai” albo ścieżką dźwiękową ze „Shreka”. Do pracy jeżdżą na hulajnodze albo rolkach, kawę piją z kubka z Myszką Mickey, a w restauracji zawsze zamawiają dania dla dzieci. Trudno ich znaleźć, ale jeżeli się uda, z przyjemnością opowiedzą o swoim dorosłym dzieciństwie

Z pierwszą rozmówczynią umawiam się za pośrednictwem znajomej, pracującej w dużej rozgłośni radiowej. Jej koleżanka zza biurka to typowa dzieciorosła – każe na siebie mówić Milka, co sobotę jeździ na gokarty i nie rozstaje się z gumą balonową. Proponuje mi spotkanie w McDonaldzie, gdzie kupuje zestaw z kolorową zabawką. Myślę, że musimy wyglądać śmiesznie – ja z wodą mineralną i dietetyczną sałatką w ręku, ona z tekturowym domkiem pod pachą. Ja – na niebotycznych szpilkach i w dużym kapeluszu, ona – w kolorowych "dunkach" i wełnianej czapce z uszami. Po jej namowie wybieramy miejsce blisko okna i (koniecznie!) koło telewizora, abyśmy mogły oglądać świąteczne teledyski. Milka cały czas się uśmiecha i nerwowo spogląda na różową motorolę z klapką.

„Przepraszam, ale narzeczony licytuje właśnie pluszowe misie z limitowanej kolekcji. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, kupimy je za jedną trzecią ceny!” – wyznaje podekscytowana.

Na pytanie, czy jej chłopak jest również dzieciorosłym, odpowiada, że tak, ale raczej nie przyznaje się do tego na forum firmy. Pracuje w dużej kancelarii prawnej i nikt nie brałby go na poważnie, jeśli okazałoby się, że codziennie wieczorem ogląda kilka animowanych filmów i zbiera ołowiane żołnierzyki.

„Spotkaliśmy się na imprezie u mojej koleżanki. Obowiązkowe przebrania ze starych bajek – ja byłam Smerfetką, a on, w parze z kolegą – Bolkiem i Lolkiem. Od razu przypadliśmy sobie do gustu, przegadaliśmy całą noc”.

Po raz pierwszy słyszę pewną dozę kobiecej zmysłowości w jej głosie i od razu podłapuję temat: „No właśnie, a jak to jest z seksem między dzieciorosłymi?”

Lekko się czerwieniąc, wyznaje: „Jeśli myślisz, że kochamy się w kolorowych skarpetkach i przy zgaszonym świetle, to mylisz się… My bierzemy to, co najlepsze ze świata dzieci, podstępnie korzystając z rozkoszy bycia dorosłym. I nie mówię tu tylko o seksie, ale na przykład o macierzyństwie. Ja nie marzę o niczym innym jak o gromadce dzieci… Mam nadzieję, że moje pragnienie już niedługo się ziści”.

Zaskoczona pytam, czy będzie dzieciorosłą matką. „Myślę, że grunt to być sobą. Moim dzieciom będę opowiadać najpiękniejsze bajki na świecie, pozwolę rysować po ścianach i nie będę zabraniała jedzenia słodyczy tuż przed snem. Chcę, żeby miały normalne, beztroskie dzieciństwo. Co z tego, że będę od nich pożyczać T-shirty albo breloczek do komórki? W życiu liczy się chyba coś innego”.

Kolejną dzieciorosłą, Agatę, znajduję za pośrednictwem forum internetowego. Gdy przychodzę na spotkanie do jednej z knajpek w centrum handlowym na obrzeżach Warszawy, jestem bardzo zaskoczona. Wita mnie wysoka, szczupła brunetka o zjawiskowej wręcz urodzie i pięknych, smukłych dłoniach. Zadbana, lekko pomalowana, z torebką Gucciego pod ręką. Na pierwszy rzut oka wszystko jest OK – nie widzę żadnych dziecięcych gadżetów czy kreskówkowych drobiazgów. Od razu mówię, że musiała zajść jakaś pomyłka, ale Agata urywa mi w połowie zdania i potwierdza, że to na pewno ona. Spokojnym, aksamitnym głosem opowiada mi o wielkiej tęsknocie do słodkiej krainy dzieciństwa. Czuję, że nie potrafi się pogodzić ze swoją dorosłością i dojrzałym życiem. Brakuje jej wieczornych dobranocek, waty cukrowej i kogla-mogla, który ukręcała jej w każde wakacje babcia. Gdy słucham jej wyznań, zaczynam rozumieć, że dzieciorśli to prawdziwi wrażliwcy, nostalgicy. Tak jak Mały Książę, chcący na zawsze pamiętać o tych uroczych, beztroskich chwilach, które przeżyli jako dzieci. Mówię to, a Agata kiwa głową z aprobatą:

„Wszyscy myślą, że to tylko dobry sposób na zwrócenie na siebie uwagi albo po prostu kolejna fanaberia... A my, po prostu, uwielbiamy życie w świecie nieustającej beztroski, tak jest łatwiej, lepiej. Szczególnie teraz, gdy jest takie ciśnienie na karierę, pieniądze, luksusy. Po powrocie z pracy jestem tak zmęczona, że marzę tylko o skutecznym relaksie. Siadam wtedy przed telewizorem z miską popcornu albo paczką żelków i włączam ulubione bajki z dzieciństwa. Wiem, że to nie rozwiąże moich beznadziejnie dorosłych problemów, ale przynajmniej poprawi humor”.

Jadąc na kolejne spotkanie, spodziewam się już wszystkiego. I rzeczywiście, widok dzieciorosłej z wózkiem oraz dzieckiem pod ręką nie zaskakuje mnie aż tak bardzo. Na początek, Karolina z dumą przedstawia mi swoje małe córeczki – Arielkę (1,5 roku) i Mię (5 lat). Dziewczynki mają burzę blond loczków i piękne haftowane sukienki w stylu retro. Ich mama wygląda za to jak prawdziwa gadżetomanka – różowe legginsy, kolorowe trampki za kostkę, okulary w czerwonych oprawkach i… komórka z obudową w kształcie pieska. Wesołej gromadce proponuję ciepłe gofry w mojej ulubionej kawiarni. Arielka słodko zasypia w wózku, a Mia wesoło biega i skacze wśród nas – jest beztroskim, uśmiechniętym dzieckiem, uwielbia się tulić. Gdy brudzi się bita śmietaną, mama w ogóle zdaje się tym nie przejmować. Żadnych nerwowych spojrzeń czy poirytowanych gestów. Opowiadam Karolinie o moich spostrzeżeniach, a ona odpowiada, że póki dzieci są małe, pozwala im praktycznie na wszystko. Uwielbia się z nimi bawić, wspólnie wybierają nowe lalki i budują dla nich domki. Raz na tydzień urządzają sobie noc księżniczek – przebierają się w długie suknie, pieką ciasto, piją zaczarowany, miodowy nektar.

„Wszystko po to, aby choć na chwilę znów poczuć się jak mała dziewczynka. Chcę cieszyć się z drobiazgów, nie marnować czasu. Ja tak łatwo nie dam się wygnać z tego cudownego raju, jakim jest dzieciństwo” – wyznaje.

Gdy wracam do domu, przemierzając ponure, warszawskie ulice, mijając dziesiątki smutnych, zblazowanych twarzy, dochodzę do wniosku, że dzieciorosłym jest dobrze w życiu. Uśmiechnięci, kolorowi, beztroscy, w marzeniach odnajdują siłę do walki z codziennymi przeciwnościami. I choć ich wiara, że we współczesnej rzeczywistości wszystko jest białe albo czarne jak w bajce, wydaje się naiwna, to zazdroszczę im tego słodkiego luzu oraz błogiego dystansu. Oni, z pewnością, nie biorą życia zbyt tragicznie, nie przejmują się porażkami. Uwielbiają spotkania w dużych grupach, szalone zabawy „kto pierwszy, ten lepszy” albo wyścigi na hulajnodze. I nie chodzi tu o żałosny wizerunek czterdziestoletniej lolity, prężącej się w niewinnych pozach, w przykrótkiej mini czy dojrzałego faceta ze zdziecinniałym głosem, jakby jeszcze czekał na mutację. Dzieciorośli to nie tylko gadżety i sposób ubierania, ale przede wszystkim - stosunek do świata. I jest ich coraz więcej. Coraz więcej tych, którzy na zawsze chcą pozostać dziećmi. W przeciwieństwie do dzieci, które, paradoksalnie, jak najszybciej chcą stać się dorosłymi.

Weronika Woronowska

Strony

Komentarze (250)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

Anonim
(Ocena: 5)
2014-08-19 20:43:43

re: Dzieciorośli…

Oj, chyba trochę to mam O_O A myślałam, że jestem jedyna taka dziwna. Oglądam bajki dla dzieci. I zbieram gadżety filmowe. Mam cały pokój w plakatach i innych obrazkach. Prawdę mówiąc czuję się z lekka nienormalna.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2011-12-09 13:27:37

Taaa .... Zgadzam się z tym że to są zdjęcia Japończyków . Tam jest taka moda i tam wszystcy tak wyglądaja . mi się to osobiście podoba ;p . Cóż ... szkoda że żyję w tak nietolerancyjnym kraju ;(

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2010-11-15 14:26:33

moja ciotka uwielbia kubusia puchatka a mama mojej koleżanki zbiera misie, i co są dzieciorosłymi czy jak im tam...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-09-19 00:49:25

Zgarnij super nagrody w konkursie blend-a-med! http://www.3dwhite.pl/?click=7f2bcfe9557ffce5af9bc5c2009d0600

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-09-17 19:09:57

Dlaczego wstawili zdjęcie Japończyków Harajuku, skoro to nie ma nic do tego tematu? Jeśli uważają, że Te zdjęcia pasują do tego tematu to żal mi ich bardzo( PapilotTeam)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-06-23 18:22:00

autopedofilia?

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-05-25 22:56:00

Ludzie pozytywnie zakręceni. :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-04-27 21:55:00

ja jestm taka dzieciodorosla i bardzo sie z tego ciesze. moze nie ubieram sie tak jak oni ale kocham dziecinstwo rowniez jestem fanka mangi i anime:)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-04-09 13:01:00

sensie * XD

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2009-04-09 13:00:00

[quote="Gosc"][quote][b]Gosc[/b] Artykuł jak najbardziej. ALE dlaczego dodano zdjęcie HARAJUKU skoro nie ma z tym nic wspólnego? Czuję się urażona, jako Otaku. >.<[/quote] a czy ty wiesz co oznacza być otaku?Chyba nie chciałabyś nim być...[/quote] ujmę to tak. otaku w Polsce znaczy być fanem mangi anime lub jakiegoś j-rockersa. W JAponii jest to odbierane trochę inaczej bo tam wydażył się pewien przykry incydent. ale OTAKU jest głównie używane w pozytywnym sęsie.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz