Jak sprawić, żeby on jadł Ci z ręki? (Oto niezawodny sposób na każdego faceta!)

19 Grudnia 2012

Postępując tak osiągniesz każdy upragniony cel.

Czerwone usta

Seksapil to nasza broń kobieca. Seksapil to coś co Was podnieca…” - śpiewała kiedyś Danuta Rinn. Zauważcie jak wiele prawdy jest w tych słowach. Pewnie każda z nas nie raz wykorzystywała własny urok osobisty do manipulowania mężczyznami.

Słodkie minki, trzepotanie rzęsami, uroczy uśmiech… Wszystkie te z pozoru niewinne gesty mogą zdziałać naprawdę wiele, a my, kobiety, doskonale zdajemy sobie z tego sprawę.

Według badań przeprowadzonych przez brytyjskich socjologów, ponad połowa przedstawicielek płci pięknej świadomie stosuje różne uwodzicielskie sztuczki, aby zdobyć to, na czym im zależy. Flirtujemy wszędzie, w pracy, w związku, a nawet na drodze.

Czasem, gdy zachodzi taka potrzeba, wyciągamy również cięższe działa. Jedna na trzy kobiety przynajmniej raz w życiu użyła seksu jako narzędzia manipulacji. Sprytnie wykorzystujemy fakt, że faceci mają większe potrzeby. Bywa więc, że fundujemy swojemu mężczyźnie nieziemską rozkosz, aby tuż „po” złożyć mu propozycję nie do odrzucenia. Czasem również odmawiamy partnerowi zbliżenia, tylko po to, aby go ukarać i pokazać kto rządzi w związku.

Niczego nieświadomi panowie żyją w błogim przekonaniu, że to oni są tą silniejszą płcią i mogą nami sterować. W rzeczywistości jest jednak zupełnie inaczej. Współczesne kobiety nie mają zamiaru żyć pod dyktando mężczyzn i to one dyktują warunki!

Czy Wam również zdarza się wykorzystywać w codziennym życiu swój urok osobisty, tylko po to, aby coś uzyskać od płci przeciwnej?

Strony

Komentarze (49)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

anonimka
(Ocena: 5)
2013-01-08 15:39:14

sztuka czytania ze zrozumieniem. Co należy zrobic, aby facet jadł Ci z ręki? umiejętnie wykorzystywać swój seksapil, kobiecość oraz stosować uwodzicielskie sztuczki. wszystko jest w tekście tępe dzidy

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
klop
(Ocena: 5)
2012-12-20 21:23:54

gówno prawda :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
alala
(Ocena: 5)
2012-12-20 20:15:55

Nie Danuta Rinn, tylko Eugeniusz Bodo.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-20 20:09:27

odmawiamy partnerowi zbliżenia, tylko po to, aby go ukarać i pokazać kto rządzi w związku. - fakt

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
SPOSOB NA Cwaniaczkow WYKORZYSTYWACZY KOBIET
(Ocena: 5)
2012-12-20 05:42:20

Uzależnienie kobiety od mężczyzny, czyli syndrom "kochania za bardzo" Uzależnienie najczęściej kojarzy nam się z alkoholizmem i narkomanią. Powszechnie znane są zgubne konsekwencje tych nałogów, wiadomo, że prowadzą do destrukcji zarówno fizycznej, jak i psychicznej. Życie alkoholików i narkomanów to równia pochyła nieuchronnie prowadząca do przedwczesnej śmierci. Dla osób, które uświadomiły sobie swoje uzależnienie i chcą z niego wyjść, oferta pomocy jest szeroka. Istnieje wiele poradni psychologicznych, specjalizujących się w problematyce alkoholizmu i narkomanii, a także książek i witryn internetowych poświęconych tym nałogom. Od jakiegoś czasu jednak tematyka uzależnień ujmowana jest w szerszym kontekście. Nałogiem może być nie tylko alkohol, czy narkotyki, ale także seks, hazard, Internet, czy gry komputerowe. Odkryto, że przyczyny i skutki, a także objawy uzależnienia we wszystkich przypadkach są bardzo podobne. Badania naukowe, stwierdzające podobne zaburzenia w funkcjonowaniu neuroprzekaźników u osób uzależnionych, tylko to potwierdziły. Mężczyzna jak narkotyk Dla kobiety czynnikiem uzależniającym może być mężczyzna. Literatura psychologiczna dotycząca tego problemu jest dość skąpa, nie dziwi więc, że bardzo wielu terapeutów nie zna jego istoty. Będąca w depresji kobieta, która cierpi, ponieważ jej życie z partnerem się nie układa, najczęściej leczona jest „objawowo” – wyciąga się ją z depresji terapią przewidzianą w takich przypadkach, zwykle wspomaganą farmakologią. Nie leczy się natomiast – tak jak u alkoholików, czy narkomanów – przyczyny. A bardzo często jest nią specyficzny rodzaj kobiecego uzależnienia – od mężczyzny. Na trop istnienia tego uzależnienia psychologowie wpadli stosunkowo niedawno. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku pojawił się termin „nałogu miłości” (love addiction). Ludzie dotknięci tym nałogiem traktują związek z partnerem jako ucieczkę od swoich problemów, antidotum na wewnętrzną pustkę. Związek taki nie stymuluje do rozwoju osobowości i samorealizacji. Bardzo często w takim związku partnerzy są od siebie uzależnieni wzajemnie, a przez to bardzo trudno go zerwać. Tak jak trudno jest zerwać z nałogiem. Przełomowym wydarzeniem, które rozpoczęło upowszechnianie wiedzy na temat uzależnienia kobiety od mężczyzny, było opublikowanie w połowie lat osiemdziesiątych przez amerykańską psychoterapeutkę Robin Norwood książki „Kobiety, które kochają za bardzo”. Pracując w poradni dla alkoholików i narkomanów często kontaktowała się z ich żonami lub przyjaciółkami i próbowała zrozumieć, co te kobiety przy ich uzależnionych partnerach trzyma. Dlaczego, pomimo że doznają od nich tyle bólu, nie odchodzą. Gdy odkryła mechanizmy takiego zachowania, doszła do wniosku, że podobny syndrom dotyka bardzo wiele kobiet, które nie są szczęśliwe w swoich związkach z mężczyznami, niekoniecznie nałogowcami. Nazwała go syndromem „kochania za bardzo”. Opisuje go w ten sposób: „Okrutny, obojętny lub przewrotny partner staje się (…) narkotykiem – kimś, kto pozwala oddalić się od własnego, niespokojnego wnętrza, kto przynosi chwile ulgi i oszołomienia, kimś, bez kogo coraz częściej nie sposób się obejść. Lecz jednocześnie ten sam człowiek jest źródłem innych męczarni, toteż uzależnienie się szybko przybiera postać nałogu. Zostać sama ze sobą to straszne! To dużo gorzej niż znosić od kogoś (…) upokorzenia! Bo zostać ze sobą to wydać się na pastwę jątrzącego bólu, na który składa się nie tylko przeszłość, ale i aktualny stan rzeczy.” Na określenie niezdrowych, dysfunkcyjnych relacji między partnerami w związkach używa się niekiedy słowa „toksyczne”. Toksyny, które wytwarza ten związek, powodują, że kobieta traci poczucie swojej wartości. Czuje się zraniona i upokorzona działaniami mężczyzny, ale jednocześnie nie ma siły, by go opuścić. Żyje w wiecznym stresie, często wpada w depresję. Niekiedy, próbując zagłuszyć swój ból, „leczy się” alkoholem, burzliwymi romansami, pracoholizmem. Jest sfrustrowana i swoją złość wyładowuje na innych. Nie jest zdolna do racjonalnej oceny życia, które prowadzi, a wszystkie jej działania są reakcją na zachowanie partnera. Za swoje nieudane życie obciąża jego. Wkłada wiele wysiłku, by go zmienić, bo wydaje się jej, że gdy tego dokona, wreszcie będzie szczęśliwa. Czasem to partner ją opuszcza – cierpi wtedy podwójnie i ma poczucie olbrzymiej niesprawiedliwości, bo przecież ona tak się dla niego poświęcała. Uzależnienie kobiety od mężczyzny, jak każdy nałóg, wpływa destrukcyjnie na jej życie. Jest chorobą - i to postępującą, która nie leczona ma ujemny wpływ na cały organizm. Robin Norwood w swojej książce określa to dosadnie: „Kochanie za bardzo może zabić”. Lęk przed samotnością Tak naprawdę dopóki kobieta, która cierpi z powodu mężczyzny, koncentruje się na analizowaniu zachowań, wad, czy nałogu swojego partnera i w tym szuka przyczyn swojego nieszczęścia, dopóty nie robi nic w kierunku wyzwolenia się z tych cierpień. Jedyną słuszną drogą prowadzącą do wyzdrowienia jest skupienie się wyłącznie na sobie. Nie chodzi tu o obwinianie siebie za kłopoty w związku, ale o wnikliwe poznanie swojej osobowości. To podstawa do dokonania zmian w swoim życiu. Powodem, dla którego „kochająca za bardzo” kobieta tworzy związek z mężczyzną, jest pozbycie się jej paraliżującego lęku przed samotnością. W dzieciństwie nie czuła się wystarczająco kochana, a zabiegając o miłość rodziców przyjmowała na siebie obowiązki nieadekwatne do jej wieku. Jej rodzice nie byli szczęśliwi i przenieśli na nią swój egzystencjonalny ból. Czasem jej trauma z dzieciństwa jest bardzo poważna - jako dziewczynka była bita, molestowana seksualnie, doświadczała upokorzeń, bądź też była całkowicie opuszczona przez rodziców. W swoim dorosłym życiu taka kobieta odczuwa olbrzymi głód miłości. Wydaje jej się, że zaspokoić go może jedynie związek z mężczyzną. Ale tylko taki, w którym czuje się bezpieczna, w którym odczuwa całkowite zespolenie z partnerem, a więzi między nimi są niezwykle silne. Wydaje jej się, że tylko wtedy ma pewność, że nie zostanie opuszczona. Całkowite zespolenie z partnerem oznacza rezygnację z samodzielności. Kobieta „kochająca za bardzo” składa tę ofiarę na ołtarzu miłości. Wymaga jej także od partnera. Ale im bardziej osoby pozostające w związku potrzebują siebie nawzajem, tym rośnie ich wzajemne uzależnienie. Uzależniona od mężczyzny kobieta staje się coraz słabsza, coraz mniej zdolna do samodzielnego życia, a przez to jej lęk przed samotnością się pogłębia. Mechanizm uzależnienia Szukając sposobów na zdobycie całkowitej pewności, że partner jej nie opuści, na możliwie silne związanie go ze sobą, kobieta, która „kocha za bardzo” najczęściej tworzy związek z mężczyzną słabym, niedojrzałym, życiowym nieudacznikiem, czy nałogowcem. Z kimś, komu trzeba pomagać. Uważa, że prawdziwa miłość polega na poświęceniu, dbaniu o dobro partnera i związku, a nie własne. Tak naprawdę jednak jej pomoc nie jest bezinteresowna, ale ma na celu przywiązanie do siebie mężczyzny w taki sposób, by nie mógł bez niej się obejść. Dominując w związku, przejmuje nad nim kontrolę. Staje się zaborcza i stara się tłumić w zarodku jakiekolwiek podejmowane przez partnera próby samodzielności. Przez osoby z zewnątrz kobieta taka uważana jest za niezwykle silną i pod pewnymi względami jest nią w istocie. Potrafi rozwiązywać najtrudniejsze problemy, nigdy się nie załamuje, a dzięki jej panowaniu nad sprawami materialnymi sytuacja finansowa związku nigdy nie jest zagrożona. Tak naprawdę jednak jej siła jest tylko pozorna. Kobieta, która „kocha za bardzo” jest bowiem zdolna do konstruktywnego działania tylko wtedy, jeśli ma przy sobie ukochanego mężczyznę. I biada jej, jeśli on to odkryje. Żaden mężczyzna nie lubi czuć się gorszy od swojej partnerki. Jej nieustanna pomoc rozwija w nim kompleks niższości, poczucie niedowartościowania i braku panowania nad swoim życiem. „Kochanie za bardzo” przez kobietę wywołuje skutki odmienne od oczekiwanych. Mężczyzna zaczyna się buntować, odczuwać do kobiety niechęć, coraz częściej ją krytykuje i obwinia za swoją słabość. Gdy ma skłonności psychopatyczne, dowartościowuje się poprzez skierowaną przeciwko kobiecie agresję fizyczną czy psychiczną. Często potwierdzenia swojej wartości szuka u innych kobiet. Kobieta zdrowa, której mężczyzna zadał ból, opuszcza go. Kobieta, która „kocha za bardzo” jest w stanie znosić wszelkie cierpienia. Tłumaczy się przed sobą, że robi to w imię miłości, walki o związek. Tak naprawdę robi to z lęku przed samotnością, bo nic dla niej nie jest tak straszne, jak wizja rozstania. Mężczyzna, który widzi, że jego partnerka dzielnie trwa u jego boku, wybacza mu agresję, czy zdrady, powtarza swoje zachowania. Zaczyna rozumieć, że jego kobieta, którą uważał za tak silną, tak naprawdę jest słaba i nie potrafi od niego odejść. Sam jednak wciąż jej potrzebuje, więc jej nie opuszcza, ale to on teraz zaczyna dyktować warunki. Toksyczny związek, oparty nie na dojrzałej miłości, a na wzajemnym uzależnieniu, trwa nadal… Miłość jako cierpienie Jest jeszcze jeden powód, dla którego kobieta, która „kocha za bardzo” wchodzi w toksyczne związki z trudnymi mężczyznami. Ci normalni nie dostarczają jej takich przeżyć i emocji, które są w stanie zagłuszyć jej egzystencjonalny ból, oddalić niewygodne pytania o sens życia. Trudny mężczyzna, któremu trzeba pomagać, który wymaga włożenia wysiłku, by go zmienić, staje się dla takiej kobiety owym sensem. Poświęcając mu się całkowicie zapomina o sobie i o własnym życiu. Ale o to jej właśnie chodzi! To, że kobieta, która „kocha za bardzo” nie dostrzega zgubnych skutków swojego zachowania, wynika też z faktu gloryfikacji w naszej kulturze cierpienia, jako nieodłącznego elementu wielkiej miłości. Uważa się, że kobieta, która myśli o sobie, o swoich przyjemnościach, jest egoistką. Ta, która w imię miłości zniesie wszystko, za swoją postawę będzie kiedyś nagrodzona. Jeśli nie tu, na ziemi, to w niebie. Miłość, niezwiązana z cierpieniem i emocjami nie jest interesująca dla scenarzystów, powieściopisarzy, czy autorów tekstów piosenek. Bombardowani obrazami toksycznych związków, przyjmujemy je za swojego rodzaju normę. A jeśli oglądamy szczęśliwą, zakochaną w sobie parę, to zapominamy, że stan zakochania z prawdziwą miłością nie ma nic wspólnego. „Kochanie za bardzo” powoduje, że kobieta traci poczucie własnej wartości Swoją wartość upatruje w cierpieniu. Czuje, że nie zasługuje na szczęście. Choć okrutny los sprawił, że stała się męczennicą miłości, to musi się z tym pogodzić. Podobnie jak lęk przed samotnością, to masochistyczne podejście do życia ma najczęściej swoje źródło w dzieciństwie. Powielanie schematów Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku – odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem „kochania za bardzo” zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny „taniec”. Jest też inny scenariusz – kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie „kochać za bardzo” i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać. Wyjście z nałogu Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna – mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna. To, co kobieta, która "kocha za bardzo" przeżywa po rozstaniu z mężczyzną, to typowe cierpienia alkoholika po odstawieniu alkoholu. Cierpi, bo pozostał sam ze sobą, wszelkimi nieprzerobionymi traumami, bezskutecznym poszukiwaniem sensu życia, ze swoimi smutkami i wiecznym przygnębieniem. I jeśli wszedł już na drogę wyzdrowienia wie, ze musi sobie z tym poradzić, bo lekarstwo na swoje dolegliwości, jakiego dotąd używał, tak naprawdę jest trucizną. W chwilach słabości jednak, gdy ból jest nie do zniesienia, przypomina sobie, jak mu było dobrze, gdy alkohol krążył w żyłach i zadaje sobie pytanie - co zyskałem, odstawiając go? Gdy byłem alkoholikiem, miewałem przynajmniej chwile szczęścia, teraz nie mam nawet tego. I wielu alkoholików zawraca ze swojej drogi do wyzdrowienia - znów wpada w nałóg. Tak można wytłumaczyć u kobiety, która "kocha za bardzo" niezwykle silne chęci powrotu do partnera po rozstaniu. Gdy go nie ma, czuje się nieszczęśliwa, pusta, nic ją nie cieszy. I przypominając sobie te cudowne chwile, które spędzili razem, rodzi się w niej chęć przeżycia ich raz jeszcze. Jeśli jest jednak wystarczająco silna, zapala jej się lampka ostrzegawcza. Przypomina sobie, jaką cenę płaciła za te chwile szczęścia. I aby ze swojej drogi do wyzdrowienia nie zejść, wraca do swojej "pustki" i próbuje ja zapełnić. Stara się nie uciekać od problemów, zagłuszając je alkoholem, bujnym życiem towarzyskim, egzotycznymi podróżami, czy romansami. I choć nie czuje się w takim stanie szczęśliwa, wierzy, ze kluczem do jej szczęścia jest zapełnienie tej "pustki". Ma oczywiście momenty zawahania, gdy widzi osoby wyglądające na beztrosko cieszące się życiem. Ogarniają ją wątpliwości, czy będzie jeszcze kiedyś tak potrafiła? Osoby takie nie zastanawiają się nad sobą, swoim rozwojem wewnętrznym i traumami z dzieciństwa - one po prostu żyją. A jej się wydaje, że wegetuje. Ogarnia ją wtedy złość na siebie, na swoja słabość. I ta złość jest motorem jej dalszych działań. Idzie dalej. Przy wychodzeniu z każdego nałogu, także z nałogu "kochania za bardzo" najczęściej potrzebna jest pomoc, mało która kobieta sama daje sobie z tym radę. Tej pomocy trzeba poszukać – u psychoterapeuty, w grupach wsparcia, w lekturze książek. Całą swoją energię, którą do tej pory kobieta wkładała w związek i w swojego mężczyznę, powinna skoncentrować na swoim wyzdrowieniu. Zdrowiejąc, kobieta odzyskuje do siebie szacunek i wiarę w swoje możliwości. Nabiera poczucia, że ma prawo do szczęścia. Zaczyna cieszyć się życiem. Uczy się też miłości do mężczyzny, takiej która nie uzależnia, a daje satysfakcję i stymuluje do osobistego rozwoju każdego z partnerów. Wyzbywając się marzeń o wielkiej, romantycznej miłości, znajduje tą prawdziwą i dojrzałą. Taką, która co prawda nie zapewnia niebiańskich rozkoszy, ale za to uwalnia od piekielnych męczarni

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-20 16:32:27

musze przyznac ze jestem wlasnie w takiej sytuacji.. zerwalam z facetem ktorego kocham duzo za duzo., mam nadzieje ze sobie poukladamy nasze problemy wrocimy do siebie.ale bedzie ciezko. czuje sie do dupy dokladnie jak opisane powyzej i wiem ze musze isc do lekarza bo dluzej nie wytrzymam...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
byc kobieta
(Ocena: 5)
2012-12-20 04:38:51

Facet ktory ma penisa mniejszego niz 19cm to nie facet

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
ktoś.
(Ocena: 5)
2012-12-20 19:46:33

To tak jakby powiedzieć, ze kobieta bez miseczki D to nie kobieta ;] Idiotyczne.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-20 20:10:48

facet bez minimum 25 cm to nie facet

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Podpis...FACT wykorzytuje kobiete bo widzi ZE ona go kocha
(Ocena: 5)
2012-12-20 04:29:29

Napisz komentarz...Oj zdarzyło mi się coś takiego. Seks był super, reszta do bani. On potem w związku i dalej tęsknił za seksem ze mną. Poprostu trzeba pamiętać, że nie wszyscy ludzie są serdeczni i mili. Większość chce nas poprostu wykorzystać i należy o tym pamiętać. Jak facet poczuje, że jest górą (kobieta zapatrzona w nim po uszy) często wychodzi z niego cwaniak. Władza deprawuje wg znanego powiedzenia. Trzeba kochać lecz z umiarem. Jak ze wszystkim. NIe oddawać się całkowicie miłości. Dzięki temu już nic złego mnie nie spotka. Klapki na oczach w czasie zakochania mogą doprowadzić nawet do samobójstwa z bólu po tym jak w końcu opadną. Próbowałam alkocholu by się odkochać i wielu innych głupich rzeczy. Najlepsze to znaleźć sobie kochanka z fajnym przyrodzeniem :) I pogimastykować się z nim w łóżku. A po orgaźmie nie mówić, że się zakochałyśmy tylko papa i do następnego razu. To tylko seks. Jak znajdę odpowiedniego kandydata na męża, który będzie spełniał wszystkie punkty poza seksem, to nie będę się zastanawiać tylko biorę ślub. A seksić można się z kim innym. Małżeństwo z namiętności, to nie jest zbyt dobre. Namiętność z reguły jest krótkotrwała. A małżeństwo to ciężka praca, ale dająca dużo satysfakcji i radości. W małżeństwie jest budżet, są dzieci, trzeba być zorganizowanym przede wszystkim, uczciwym, trzeba mieć o czym rozmawiać, trzeba trezeźwo stąpać po ziemi.Nie chować się przed ciężką pracą. A co daje moim zdaniem? Satysfakcję z posiadania rodziny, która daje motywację do życia i pracy, brak poczucia samotności, ma się z kim spędzać święta, wakacje. Podział obowiązków sprawia iż się łatwiej żyje i ma się więcej czasu wolnego. Co dwie łapki to nie jedna. "To moje przemyślenia. Ale o dziwo nie byłam jeszcze mężatką. Ale będę. Będziemy prawie idealnym małżeństwem. Skoki w bok będą dozwolone za obiopulną zgodą. Ale tylko na dziki seks. Żadnych romansów z uczicami. Człowiek jest zwierzęciem i czasami jego prymitywna natura musi sobie ulżyć moim zdaniem. A nie oszukujmy się. Jak jest się z kimś kilkadziesiąt lat, to seks jedynie może być doznaniem duchowym, delikatnym, a czasami niestety ma się ochotę na ostre rżnięcie z kimś kto ma jędrne ciałko

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
assasa
(Ocena: 5)
2012-12-20 10:01:39

ja mam lepszy sposób na cwaniaków. wykorzystuję i sama nie daję się wykorzystać

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
czikaa
(Ocena: 5)
2012-12-20 12:27:20

to nie maleznstwo, skoro juz chcecie zdrzadzac... bezsensu ................................. ja jestem mezatka i mam wszystko w jednym i kocham i za zadne skarny nie skocze w bok, kocham najmociej na swiecie i wszytsko bym dla niego zrobila :*

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-20 15:31:48

ales powalona. malzenstwo i skoki w bok. żal

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
ola
(Ocena: 5)
2012-12-20 16:54:13

dokładnie tak samo myślę, tylko, że mi strasznie z tego powodu smutno, że dla mnie te 2 rzeczy, miłość i namiętność, nie idą w parze.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Dynm.
(Ocena: 5)
2012-12-19 19:39:09

Dodam jeszcze, że wszystkie doskonale wiemy, że Wasze "listy do redakcji" to ustawiona sprawa. Same je piszecie drogie Panie (styl pisania ten sam). Może to nawet i 1 osoba pisze. Najbardziej Was smuci chyba to, że więcej jest tu komentarzy negatywnych, niż pozytywnych... to Wasza wina. Nie bierzecie pod uwagę zdania żadnej z nas. Anonimowe komenatrze nie zrobiliście na naszą prośbę tylko po to, by zwiększyć popularność. Uwierzcie mi od dawna tutaj wchodzę... pamiętam nawet jak hasło było do tej strony, by faceci nie mogli wejść. Ale teraz wchodzę tu po to, by poczytać komentarze, która są sensowniejsze od Waszych artykułów. Powodzenia w dalszym zmaganiu się z niezadowolonymi internautkami :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-19 18:28:45

Powtarzam się, ale tytuł nieadekwatny do treści, a raczej słabego komentarza tytułu..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-19 21:13:40

dokładnie.. spodziewałąm się zupełnie czegoś innego..

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2012-12-19 18:10:30

Tak się kobietom wydaje, że nie pójdą z facetem do łóżka, to ten grzecznie spełni jej zachcianki żeby się zgodziła. Ciekawe czy zdają sobie sprawę z tego ilu z nich w takim wypadku pójdzie do swojej "przyjaciółki" się "pożalić" :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz