Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

13 Listopada 2014

Uczestniczki akcji Lepszy Poród dzielą się swoimi traumatycznymi wspomnieniami.

lepszy poród

Wszystkie dobrze wiemy, jak powinien wyglądać poród. Czysta i nowoczesna sala szpitalna, kompetentny i wyrozumiały personel medyczny, przyjazna atmosfera... Powinien, ale w Polsce wciąż nie jest to standardem, ale luksusem dla nielicznych. W wielu placówkach wciąż mamy do czynienia z podejściem znanym ze słusznie minionych czasów. Wpływa to nie tylko na samopoczucie młodych mam, ale także ich bezpieczeństwo. Akcja „Lepszy Poród” sporo mówi o tej smutnej rzeczywistości.

Inicjatywa gromadzi kobiety, które w większości nie wspominają „cudu narodzin” jako najwspanialszego dnia w życiu. Nieświadome swoich praw, zostały potraktowane w sposób niegodny, a wręcz skandaliczny. Dzisiaj dzielą się swoimi przykrymi doświadczeniami, by uchronić te z nas, które dopiero na porodówkę trafią. Przekonują, że poród powinien być momentem umacniającym matkę i dającym jej wiarę we własne siły. Nie traumą.

Poznajcie ich wstrząsające historie, które każdego dnia publikowane są na facebookowym profilu akcji. Wiele z nich zarzeka się, że nie chce mieć więcej dzieci...

Strony

× Użyj prawej i lewej strzałki na swojej klawiaturze, aby przeglądać podstrony artykułu
Komentarze (92)
ocena
5/5

Pozostaw pole puste, aby dodać komentarz jako anonim.

Opcjonalnie

Ocena artykułu 1-5

Wpisz wynik równania, aby dodać komentarz

P.
(Ocena: 5)
2014-11-18 00:26:43

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

Wraz z mężem hindusem przyjechaliśmy do Polski podczas mojej pierwszej ciąży. Potrzebowałam wsparcia matki, a on chciał rozkręcić biznes.W szpitalu nie obyło się bez rasistowskich kpin typu: "Kolejna bezwstydna przywozi do Ojczyzny ciapucha". Kiedy dziecko przyszło na świat usłyszałam, że "żadna woda, nie wyczyści jego brudu".Z rasizmem spotykaliśmy na każdym kroku. Zadecydowaliśmy, że nasze "kolorowe" dziecko nie może wychowywać się w takiej społeczności, więc wróciliśmy do UK. Uśmiech mojego syna kiedy wraca ze szkoły, udowadnia mi codziennie, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Nie poznał bólu odosobnienia i póki będę mogła, będę go przed tym chronić.

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-16 21:17:46

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

zmiany zmiany zmiany sa potrzebne

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-15 23:27:12

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

Zacznijcie od zmiany nastawienia facetow. Rzygac mi sie chce kiedy slysze te zalosne, uderzajace w kobiety albo inne rasy zarty i do tego same kobietki sie smieja z tych zenujacych komrntarzy, w cywilizieanych krajach kazdy normalny uznalby to ze obraze. Polacy to kretyni

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Kinga
(Ocena: 5)
2014-11-15 22:56:59

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

To co tu czytam to koszmar jeden za drugim... Ja rodzila w Gnieznie. Pierwszy porod tez nie byl latwy... Duzo zalezy od lekarza ale i polozne graja tu pierwsze skrzypce... Drugi porod w tym samy szpitalu byl w porzadku cudna polozna, rodzilysmy same bez lekarza wszystko szlo bez komplikacji. Lekarz przyszedl dopiero po porodzie aby wszystko sprawdzic i mnie zszyc... caly czas przy tym zartowalismy... A personel byl rewelacyjny. Bylam szczesliwa ze poszla tak sprawnie...Natomiast trzeci porod to bajka,poezja wrecz. Kazdej kobiecie zyczyla bym wlasnie takiego...Lekarz ordynator mily dowcipny... 2 polozne jedna z poprzedniego porodu wiec mile wspomnienia druga cudowna kobieta,znajaca sie na rzeczy.. Dostala 2 skurcze... kazalam po 2 mezowi zwolac polozna kiedy przyszla zbadala mnie zalozyla moja noge na swoje biodro i wolala rodzisz kochana pszyj... po kilku sekundach mialam sliczna 4,090kg. coreczke... Bylam w szoku, ze mozna akcje porodowa przeprowadzic w ten sposob. Lek nie dal rady dotrzec z gabinetu wszedl kiedy urodzilam...znow na szycie... Moge w takim razie doradzic przyszlym mama wejscia na sale porodowa z usmiechem na twarzy a strachem w kieszeni...Personel zazwyczaj lubi kobiety,ktore nie panikuja a sluchaja i wykonuja ich polecenie wtedy jest szansa na przezycie tego w piekny sposob...

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
GOŚĆ
(Ocena: 5)
2014-11-16 04:25:15

SLYSZYSZ SAMA SIBEI CO TO ZNACZY "JEST SZANSA" NIE MA ZNACZENIA JAKA JEST KOBIETA, TO JEJ PRAWO BYC PRZESTARSZONA TO JEJ PRAWO KRZYCZEC Z BOLU A PERSONEL JEST OD TEGO ABY ROZLADOWAC TEN STRACH ABY POMOC KOBIECIE PRZEZ TO PRZEJSC A NIE BYC MILYM WTEDY KIEDY MA NA TO OCHOTE!!!!!!!!!! PISZESZ TAKIE BZDURY KOBIETO ZE SZOK.....TO MY KOBIETY MAMY PANOWAC NAD EMOCJAMI ABY CZASEM NIE ZDENERWOWAC LEKARZA ??!!! TO JEST BANDA CHOLERNYCH PALANTOW ANIE LEKARZY, ONI SA TAM JAK DUPA OD SRANIA A JESLI IM SIE TO NIE PODOBA TO MOZE ZCAS NAJWYZSZY ZMIENIC ZAWOD !!!!!!!!!!!!!!

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
anka
(Ocena: 5)
2014-11-16 21:10:41

nie krzycz

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Podpis...ixa
(Ocena: 5)
2014-11-15 22:17:03

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

Wiele powinno się zmienić na naszych polskich porodówkach, rodziłam 2 razy, byłam świadkiem 2 porodów i potwierdzam, Zmiany są konieczne !

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-15 21:20:50

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

też nie miałam miłego porodu. Wszystko było w terminie, dzidzia zgodnie ze wszystkimi badaniami rozwijała się prawidłowo. jedyne co było jasne to to, że dziecko będzie duże. koło godziny 23 odeszły mi w domu zielone wody płodowe co jak opisują książki oznacza jakiś problem (tak przynajmniej wyczytałam). Karetką dostałam się do szpitala-jechałam sama, mąż za nami samochodem-nie chcieli go wpuścić do karetki (nie wiem czy to norma czy nie, możliwe, że się nie znam). W szpitalu 1,5 godziny siedziałam na wózku którym przywieźli mnie z karetki - czekałam na rejestrację i wolne łóżko. Trafiłam od razu na salę porodową - tylko dlatego, że było tam miejsce. Wyprosili męża i mi kazali iść spać bo do porodu jeszcze daleko. Jednak ciężko się spało.Prawie wcale. Zaczęły się skurcze. Położna przyszła może ze 2 razy do rana sprawdzając jak są silne. Gdy spytałam jak wygląda kwestia znieczulenia zaśmiała mi się w twarz z tekstem "przy takich skurczach o znieczulenie pytasz?" a gdy powiedziałam, że pytam na zaś, na czas gdy zacznie się poród powiedziała, że może i gdzieś dają znieczulenia ale nie u nich bo ja tu nie przyjechałam do spa tylko rodzić a to boli i muszę się na to szykować. Dopiero koło 10 przyjechał mój mąż. Pozwolili mu być ze mną. Skurcze były silniejsze ale rozwarcie do godziny 14 nie osiągnęło nawet 2 cm. Podali środek na przyspieszenie skurczy. Niestety też z marnym skutkiem. Około 15 przyszła lekarka i powiedziała, że za godzinę jeśli nic się nie zmieni będą musieli zrobić mi cesarkę bo w innym wypadku dziecko nie przeżyje (przypominam, że minęło wtedy 16 godzin odkąd zaczęły odchodzić mi wody). To była najdłuższa godzina w moim życiu. Ból był coraz silniejszy a ja nie dałam już rady powstrzymywać ani łez ani krzyku za co słyszałam złośliwe komentarze personelu typu "tam obok jest sala przedporodowa, co one pomyślą jak cię usłyszą? że ci robimy bóg wie co! jak się zachciało mieć dziecko to teraz trzeba się namęczyć, nie ciebie jedną boli!". O 16 dostałam informację, że będę przygotowywana do cesarki. I tak przygotowana czekałam w korytarzu na łóżku do 17:40 aż zwolni się sala operacyjna. Oczywiście męża nie wpuścili. Byłam sama. Błagałam już tylko o znieczulenie bo miałam totalnie dość tamtego dnia. Podczas cesarki lekarz bardzo się zdziwił. Okazało się, że mój synek był okręcony pępowiną czego wcześniej nie zobaczyli w badaniach. Kiedy już było po wszystkim powiedzieli mi, że przy porodzie naturalnym nie przeżyłby minuty bo skręt był wystarczająco silny by go udusić podczas parcia. W szpitalu byliśmy 2 tygodnie bo po cesarce mały nabawił się wielu chorób-zaziębił się, przez długie czekanie na poród miał krwiaki na główce - na szczęście z czasem się wchłonęły. I to tyle. Dziś mój szkrab ma 14 miesięcy i nie mamy nic wspólnego z tym szpitalem ani tym miastem. Ale zanim zaplanuję drugą ciążę - najpierw wybiorę sobie szpital bo poród sam w sobie jest ciężki, nie uważam by personel powinien jeszcze bardziej nas dobijać. PS. nie doczekałam się więc porodu naturalnego choć taki planowałam. Nie czułam więc zapewne bólu aż w taki nasileniu co mamy rodzące drogami natury. Podziwiam was za wytrwałość drogie mamusie ;)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-15 11:17:12

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

czytając te historie jestem w szoku,jak można tak traktować ludzi dotego kobiety rodzące(cierpiące)sama od czterech miesięcy jestem mamą i wiem co znaczy ból porodowy.ja na szczęscie niespotkałąm się z takim okrucieństwem itp.....swój poród wspominam naprawdę dobrze,miałąm super położna,całą ekipa była ok,a dotego czuwała nademną moja pani ginekolog i mój mąż.poród był wywoływany, ponieważ mojej córci niespieszyło się na świat.po puszczeniu wód mój poród trwał 3 godz.szczerze współczuje tym kobietą,dlatego namawiam do porodu rodzinnego,zawsze jak jest przytobie mąz,czy inna bliska Ci osoba inaczej patrzą i tak się niezachowują....lekarze i położne wykorzystują fakt ,że kobieta jest w takich bólach,że nie ma siły się bronić i jej jedynym marzeniem jest żeby się wszystko skończyło,a jak jest przytobie jakaś osoba która może postawić się w Twojej sprawie na pewno jest inaczej.chociaż takie sytuacje niepowinny mieć wogole miejsca.pensja persolelu szpitalnego to nasze podatki.Apel do ministra zdrowi o to żeby wreszcie coś z tym zrobił!!!!!!!!!!!!!!!!!!żeby ktoś zaczoł kontrolować to co dzieje się w POLSKICH SZPITALACH

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-15 04:51:06

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

Witam Panie! I odrazu wspolczuje... az łza sie kreci co tu wyczytala... Ja mialam przygode ze swojim porodem... obecnie mieszkam w Holandii gdy zaszlam w ciaze odrazu powiedzialam ze chce do polski tam chce urodzic, fakt jest taki, ze pare lat temu poronilam i balam sie bo tu w nl powiedziano mi ze wszystko ok a polozna z polski kazala mi zostac w pl bo mam zagrozona ciaze- bylam wtedy na wakacjach u rodziny... ale chcialam bardzo aby moj chlopak przezyl to ciaze ze mna aby widzial jak rosnie brzusio czul kopniecia itd... a wiec ja rodzilam w holandii i jestem z tego baaaardzo szczesliwa choc polozna zrobila duzy błąd... gdy o 7.35 rano wybuchly mi wody chlopak szybko wrocil z pracy i dzwonilismy do poloznej kazala zostac mi w domu jak nic mnie nieboli ze ona bedzie u nas o 10.00... przyjechala pogodala i pojechala.... ja sie dobrze czulam kolo godz 13.00 mialam juz skorcze ale takie co pol godz przyjechala polozna oky zostac jeszcze w domu kolo godz15.00 przyjechala znowu mialam juz skorcze co 15min a ona ze jak bedzie sie cos dziac to dzwonic... ona tylko wyszla a ja skorcz co 3min dzwoni chlopak do niej a ona mowi ze bedzie za pol godz! Powinna juz mnie wziosc do szpitala jak milam co 15min ale ok... czekalismy ja juz niemoglam z bolu wyrobic balam sie bo jej jeszcze niebylo poszlam do wc a tu krew bylam przerazona! Wpada polozna bada i mowi ze ja juz rodze ze szybko do szpitala ja jeszcze sie zatrzymalam przy wyjsciu bo skorcz a on do mnie mowi, zebym sie niezatrzymywala bo zaraz w domu urodze he... pojechalismy do szpitala tylko majtki w dol na lozko i przec.. mala juz wychodzila nawet w koszule sie nieprzebralam nawet do komputera niepodlaczyli a o znieczuleniu moglam zapomniec he byly trzy babki wspaniale usmiechniete zero stresu przy nich po godz urodzilam choc mala byla sina przez owinieta pepowine na szyji ale dostala 10pk po godz... mała odrazu polozyli na mnie zaraz do piersi polozna mi pomagala mowila zebym sie niestresowala uspakajala mnie no i wkoncu mala na lozeczko i przyniesli obiad i zostawili nasza rodzinke w sali zebysmy sie nacieszyli wydarzeniem potem przyszla pielegniarka pomogla mi pod przysznic nawet mnie myla he no i za pol godziny do domu bo wszystko bylo ok pojechalismy juz we troje i przyjechala babka z kraamzorgu czyli pomoc poporodowa byla tydzien czasu u nas codzienie przyjezdzala na 3h... tak wiec byla u mnie tlumaczyla co i jak i mi kazala odpoczzywac a ona sprzatala mi lazienki kawe robila pranie a ja mialam tylko lezec i odpoczywac he takze ja wspominam swoj porod super i tylko w holandii bede rodzila jak juz bo w pl szlysze ze niema co... choc jakbym mna tak pomiatali to ja bym sie odezwala napewno... wiec to byla moja historia pozdrawiam wszystkie Panie :)

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
lookla
(Ocena: 5)
2014-11-15 00:28:46

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

Czytajac te wpisy i komentarze ogromnie ciesze sie ze rodzilam coreczke w Niemczech co prawda 2 tyg po terminie i przez cesraskie ciecie. Ale po mimo praktycznie zerowej znajomosci jezykabylam otoczona prze milymi ludzmi, corcia miala urodzic sie 1grudnia a urodzola sie 14 jednak co 2 dzien a po tugodniu juz prawiw co dzien mialam robione ktg po pierwszym wywolywaniu lekarz stwierdzol na usg ze wody sa juz stare i odrazu odeslal do szpitala gdzie na 2 dzien mialamiec wywolywany porod wiec poszlam wieczorem do szpitala i o 4 rano wywolywanie do 11 okropne skurcze i tylko 1 cm rozwarcia, prze mila polozna co rusz przychydzi pytac czy wszystko dobrze, caly czas monitorowala ktg, o 11 nagle tetno zaczeli raz spafac raz rosnac polozna od razu dzwoni po lekarza ten w niecale 10 minut z drugiego konca miasta przychal, zbadal mnie i pofjal decyzje o cc i szubko anastezjolog wszystkie formalnosci po niecalych 30 minutach wzieli mnie na sale i nahwazniejsze nie bylam sama bo ojciec dziecka mogl byc przy mnie caly czas nawet na sasli operacyjnej.Anastezjolodzy prze mili i usmiechnieci od razu czlowiek ma inne podejscie, znieczylenia nawet nie czulam, na sali ciagle anastazjolog pytal czy wszystko dobrze,i jest godzina 12:03 uslyszalam najpiekniehszy dzwiek jaki w zyciu sltszalam i jest moje piekne malenstwoo, polizna szybciutka sie nia zajela i w konci ja moglam zobaczyc!mohe cudo, nStepnie Tatus poszedl z corenka na sale po porodpwa a ja na doslownia 30 minutej na intensywna terapie po wszystkim juz bylam z moim malenstwem polozna z racjo tego ze byla rosji co nieco po polskuowila przylozyla mi dzieciatko fo piersi i tak do14 lezalysmy na sali same potem przewiezli nas na sale na jtorej bylysmy z innymi dziecuatko mualam przy sobie caly czas ale dalysmy rade o 19 polozne postwaly mnie na nogi ake byly bardzo delikatne poznie 5 dni bylysmy w szpitalu i bylo dobrze ninut nie krzyczal wszyscy byli usmiechnieci co dzien odwiedzal mnie moj lekarz prowaddzacy po mimo ze dyzurow w szpitaly nie mial codziennie i oczywiscie pkysen bylo to ze lekarz byl polakiem, dobe po porodzie bylam juz na chodzie sama do ubikacji chodzilam caly czas fostawalam tablteki przeciw bolowe, jefynym minusen tego byli to ze pokarm dostalam dopieto w 3 dobie i niemal 24 h na dobe serduszko wisialo mi na piersi bo polozne niechcialt jej dokarmiac zeby potem nie miala problemu z dojeniem piersi ale dalysmy rade wspominam to bardzo milo i lubie wspominac i az boje sie kolejnej cesarki juz w pl,

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz
Anonim
(Ocena: 5)
2014-11-14 23:06:29

re: Koszmarne historie z polskich porodówek: Aż odechciewa się macierzyństwa!

ja przy pierwszym porodzie usłyszałam od lekarza tekst przy nacinaniu... i co pani ze mnie zrobiła wyglądam jak rzeźnik... po czym po oderwaniu się części łożyska było łyżeczkowanie na żywca to było gorsze od porodu ;(

Zgłoś do usunięcia Odpowiedz